Outre – „Hollow Earth” (2018)

Dobrze pamiętam moment, kiedy to krakowska grupa Outre dość szumnie ogłaszała wydanie debiutu. Wszyscy wokół podsycali atmosferę, denerwując tych, którzy jeszcze nie słyszeli muzyki zawartej na Ghost Chants (2015). Premiera okazała się totalnym strzałem w przysłowiową dychę. To był album, który niemiłosiernie często gościł w odtwarzaczu mojego laptopa, sprzęcie hi-fi czy też smartfonie. Byłem i nadal jestem oczarowany tym, co ten zespół stworzył.

Po sześciu miesiącach od premiery ogłoszono, że Outre podpisało papiery z uznaną w metalowym światku francuską wytwórnią  Debemur Morti Productions. Wstępnie premiera zapowiedziana była na koniec 2016 roku, jednak ukazuje się dopiero jesienią 2018 roku.

Nie powiem, po debiucie mój apetyt na nowe dźwięki Krakowian systematycznie rósł. Rosły również oczekiwania, a równolegle nasuwało się pytanie – czy będą się trzymać kierunku obranego na Ghost Chants, czy może zaskoczą słuchaczy czymś innym, nową formułą.

Hollow Earth jest nieco inną płytą. Muzycznie jest spójnym tworem, utwory zazębiają się i tworzą jedno ciało. Jest tutaj mniej zwolnień, gdzie można złapać oddech. Jest to też album bardzo intensywny, okrutnie wciągający i uzależniający. Żeby nie było, że Was nie ostrzegałem.

W moim odczuciu totalnie niepotrzebnie umieszczono utwór otwierający album, czyli Spheres Within. To swego rodzaju intro, które chyba powinno wprowadzać w klimat płyty, a tutaj totalnie nie pasuje. Jak słucham Outre, to wiem, że będę miał do czynienia z ciosem od pierwszej sekundy – polecam zacząć odsłuch od singlowego The Order of Abhorrence. Na największe killery z tej płyty wskazałbym wcześniej wspominany singiel, Aberrations (totalnie zabójcze tempo utworu) oraz Distant Daylight, w którym to dysonujący gitarowy motyw (0:50) mocno mi przypomina poprzednią płytę. Utwory są piekielnie agresywne, wręcz gwałtowne. Hollow Earth wieńczy muzyczny „kolos”, trwający niemal 9 minut. Tytułowy utwór oplatają dźwięki, jak i chóralny zaśpiew (6:42), które nadają mu jeszcze bardziej mrocznego charakteru. Ten dziki black metal w Outre’owym wydaniu to muzyczny nokaut, słuchając tej płyty, muzyka zgniotła mnie doszczętnie oraz wprowadziła w ponury nastrój, co lubię.

Brzmienie płyty to jest istne mistrzostwo. Brawa dla Przemka Nowaka z Impressive Art Studio, który wykręcił dźwięk bezbłędnie, wszystkie detale perkusji są klarowne, doskonale słychać głębię basu, chroboczące partie gitar oraz świetnie leżące ścieżki wokalu. No właśnie, wokal. Różnica jest słyszalna od razu i tym razem nie dostajemy głosu Stawrogina (Odraza, Totenmesse, Biesy). Ścieżki wokalne na Hollow Earth są dziełem Mateusza Zborowskiego. Wypada on poprawnie, ale jestem ciekaw jak się zaprezentuje na żywo. Poprzedni koncertowy gardłowy, czyli Tymoteusz Jędrzejczyk powodował opad mojej szczęki, więc Mateusz poprzeczkę ma postawioną dość wysoko. Byłbym głupcem, gdybym nie pochwalił Maćka Pelczara za to, co wyczynia z perkusją, to istny obłęd. Napędza całą muzykę niczym Inferno w Behemoth.

Chwalę i chwalę, ale ta płyta ma jak dla mnie jeszcze jedną wadę (oprócz feralnego intro) i jest nią okładka. Na froncie widzimy zgliszcza naszej planety oraz szkielet zwierzęcia. Owszem jej zawartość nawiązuje to tytułu krążka ale zdecydowanie preferuję klimat grafiki zdobiącej debiut.

Przy natłoku wielu black metalowych kapel jeden wniosek nasuwa mi się automatycznie. Zespołowi Outre za nic w świecie nie można zarzucić kopiowania patentów czy też brzmienia, jak 666 kapela grająca na norweską modłę. Outre w tym, co robi jest niesamowicie oryginalny i za tę oryginalność im dziękuję.

Ocena: 8,5/10

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .