Pandemonium – “Nihilist” (2017)

Centrum piekła jest w Polsce. Od paru dobrych lat dostajemy na to dowody w postaci rodzimych produkcji, które w śmiały sposób pokazują reszcie świata w jakim kierunku zmierza dalszy rozwój muzyki metalowej. Tegoroczny sezon albumów “must listen” rozpoczyna Nihilist, najnowsze dzieło prawdziwego króla podziemia.

Muzyka, jaką dostajemy na piątym krążku pionierów satanic dark metalu, jest dokładnie tym, co nam obiecali. Kontynuacją i zarazem rozwinięciem pomysłów, które mogliśmy usłyszeć na ostatnim długograju łódzkich metalowców. Pandemonium bez zbędnych ceregieli, i nie zważając zupełnie na nikogo, wypuszcza na świat materiał pozbawiony jakichkolwiek kompleksów, wątpliwości czy niezdecydowania. Wszystkie dziewięć kompozycji stanowi świetnie skompletowany set, w którym nie ma nawet mowy o nudzie. Bo jakże siedzieć obojętnie wobec mistrzowsko zaserwowanego doom/black metalu? Nihilist w porównaniu do Misanthropy jest moim zdaniem o wiele cięższy i mocniejszy. Ciężar ten pięknie można zauważyć w otwierającym cały album kolosie Nations of Slavees, po którego przesłuchaniu każdy z nas nie będzie mieć wątpliwości co do obecnej formy zespołu. Drugim takim przykładem może być Altar of Life, będący dla mnie faworytem całego krążka, który swoją budową tworzy nam klasyczny koncertowy wał. Podejrzewam, że w trakcie obecnej trasy wypadnie świetnie i w połączeniu ze skandującą publiką zrobi po prostu piekło. Numer ten idealnie prezentuje drugi, niewątpliwy punkt tego wydawnictwa. Mowa, rzecz jasna, o świetnie rozłożonych proporcjach blackowego mroku i prostactwa, brutalności death metalu, doomowego ciężaru, nie stroniąc od chwytliwych i łatwych do zapamiętania melodii. Tutaj kłania się teledyskowy Unholy Essence, będący zarazem fenomenalnym wyborem na zwiastun tego wydawnictwa. Metal pełną mordą, nie potrzebujący żadnych specjalnych etykietek i łatek. Gdyby ktoś jednak miał wątpliwości czy “Pandy” nadal potrafią przyjebać, to odsyłam do Quantum Funeral czy The Darkest Valley. Miło też, że kolejny raz pojawia się akcent w postaci polskojęzycznego utworu. Przyjdź Królestwo Twoje to klasyczny gigant, ze stopniowo budowanym napięciem i bijącą od niego pompatycznością. Co w takim razie nie pasuje? Słucham, słucham i czekam, czekam. Brakuje mi tutaj elementu zaskoczenia, czegoś, co oddzieliłoby ten album grubą kreską od swojego poprzednika! Jest mi cholernie miło, że zespół z takim stażem potrafi wydawać albumu o zaprezentowanej sile rażenia. Z drugiej strony, świat idzie do przodu i wraz z nim gusta. Wydaje mi się, że płyta przetrwa próbę czasu, lecz obawiam się o jedno. Nihilist będzie postrzegany jako spadkobierca czy też następca Misanthropy, i ta łatka będzie mu towarzyszyć już zawsze.

Nihilist wałkuję już tak długo, że zdążyłem znudzić się tym krążkiem. Uwierzcie mi jednak, ciężko było uwolnić się od materiału, jaki przygotował Pandemonium. Równie ciężko jest wydać werdykt, bo z jednej strony zespół nie wykonał kroku w przód od ostatniego albumu, ale z drugiej – chyba większość muzyków chciałaby mieć podobną “wtórność”. Posłuchajcie sami i zdecydujcie, mnie kupili, jak za każdym razem.

Ocena: 8,5/10 

Tagi: , , , , , , , , , , , , .