Paragon Collapse – “The Dawning” (2018)

Paragon Collapse to rumuński zespół, który powstał w 2011 roku, lecz po perturbacjach i zmianach składu dopiero w 2018 wydał debiutancki album o tytule The Dawning. Zerkając pierwszy raz na okładkę, byłem święcie przekonany, że do czynienia będę miał z jakimś thrash bądź death metalowym zespołem, lecz ku mojemu zaskoczeniu na płycie króluje klimatyczny metal, inspirowany mocno sceną z lat 90.

Pierwszym skojarzeniem po odpaleniu płyty był od razu nieistniejący już zespół 3rd And The Mortal za czasów swojego debiutanckiego albumu z 1994 roku. Nawet wokal i maniera w głosie kojarzy się z niezastąpioną Kari Rueslåtten. Słychać, że zespół od pierwszego dźwięku wie jak kreować atmosferę. Mamy czyste gitary ze skrzypcami na pierwszym planie, piękne, melancholijne melodie czy gitarowe dysonanse w mocniejszych partiach, a nawet i całkiem sensownie kreowane harmonie. Utwory na The Dawning są długie, średnia to około 8 minut. Biorąc pod uwagę taki czas, można by się spodziewać nudy, lecz zespół zadbał o to, by coś się działo w ich utworach. Co chwila zaskakują nowym riffem czy jakąś dobrą melodią. Weźmy taki The Stream, gdzie dostajemy świetny doom metalowy motyw, który przeradza się w kolejny z udziałem genialnej linii wokalnej. Potem wszystko łagodnieje, wchodzą delikatne gitary i intrygująca partia basu, a wszystko przyozdobione jest smyczkami. Wzniosła atmosfera przepełniona smutkiem jest niemal namacalnie wyczuwalna. Trafi się tu też instrumentalny A Whisper of Destiny, który mimo iż jest krótką formą w porównaniu z poprzednimi numerami, to potrafi elektryzować motorycznością. Zespołowi też zdarza się szarpać rytm w takim A Winter Life, gdzie nieregularność werbla robi zamęt, przez co utwór nabiera nerwowego wyrazu, okraszonego niepokojem, a łagodzi to tylko i wyłącznie głos wokalistki.

Debiut Paragon Collapse to świetna płyta dla ludzi tęskniących za dobrym klimatycznym doom metalem. Zespół utrzymuje na płycie nieustannie melodyjne, atmosferyczne pasaże, ale nie ma w tym wtórności. Każdy z numerów, pomimo ich rozbudowanej formuły, zręcznie porusza się po ścieżkach, gdzie czuć inspiracje klasyką ww. z lat 90., i robi to umiejętnie. Czuć tu aurę smutku i melancholii. Produkcyjnie jest poprawnie, chociaż wszystko brzmi strasznie płasko i brakuje ciężaru, ale jeśli uwielbiasz takie płyty, jak pierwsze 3rd And The Mortal lub Funeral za czasów In Fields of Pestilent Grief, to ten album jest stworzony dla Ciebie.

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , .