Passion Of Death – „Passion Of Death” (2012)

Nie wiem jak wam, ale mi zdarza się słuchać różnej muzyki w zależności od pór roku. Wiosną towarzyszą mi dźwięki nasycone dodatnim ładunkiem emocjonalnym, lecz kiedy nastaną chłodniejsze dni, zamykam się w sobie i wtedy słucham muzyki, która pomaga mi przeczekać ten refleksyjny okres. Zastanawiacie się dlaczego o tym piszę? Odpowiedź poniżej.

Passion Of Death na swoim mini albumie zatytułowanym Passion Of Death doskonale pasuje do charakteru mojego wstępu. Mimo iż zespół nie odkrywa przysłowiowej Ameryki, to ich thrash/black metalowa muzyka idealnie komponuje się ze stanem przygnębienia – jest niczym łagodzący balsam dla zmordowanego i rozgoryczonego serca. Oto otrzymujemy zaledwie pięć utworów utrzymanych w stylistyce zespołów pokroju pierwszych produkcji Beherit, Sarcofago czy Blasphemy, które przez niecałe dwadzieścia minut nie wnoszą do naszego muzycznego życia kompletnie nic. Smutno pisać o miałkim materiale, w którym zabrakło oryginalnego pierwiastka, elementu zaskoczenia, a muzyka sprowadza się do ogranego patentu „trzy akordy, darcie mordy”. Owszem, piwniczne brzmienie i pazur zawarty w tej muzie zdaje snuć nadzieję, że Anglicy jeszcze coś do powiedzenia mają. Brakuje tu twórczości, która może kroczyć własną drogą. Szkoda, że nie słyszę pasji i spontaniczności, nagłego zwrotu akcji i romansu z innym gatunkiem muzycznym. Wtedy być może ta płyta jawiłaby się jako ta, która potrafi wyjść poza szereg, a tak jest jedynie lekiem (i to w formie placebo) na chwilowy stan zawieszenia.

Ocena: 3/10

Tagi: , , , , , , .