Pestifer – “Execration Diatribes” (2018)

Portugalczycy lubią zaatakować znienacka. Od pewnego czasu coraz częściej trafiam na albumy i nazwy debiutujące lub świeże, które zapewniają mi wrażenia zrywające skarpety. Nie jestem pewny, czy to ja zacząłem trafiać na odpowiednie rzeczy, czy scena Porto przeżywa renesans, ale bardzo mnie to cieszy. Szczególnie w takich chwilach jak ta: gdy jeszcze trochę jest mi smutno po ostatnim Krisiun i trafiam na świetny ich zamiennik.

Pestifer poza pełniakiem ma na koncie jedno demo, a omawiany tu Execration Diatribes pojawił się na początku ubiegłego roku pod sztandarem Lavadome Productions. Panowie jednak do nowicjuszy nie należą i mogą się pochwalić uczestnictwem w takich aktach jak Grunt czy Gaerea.

Wspomniałem o Krisiun niebezpodstawnie. Twórczość Pestifera przypomina mi wczesne dokonania brazylijskich szajbusów albo Morbid Angel. Jest bardzo oldschoolowa i podobnie nieubłagana w ciągłym szturmie na bębenki uszne. Poczynając od intra utrzymanego w klimacie dungeon synthu, trio aż do końca ani myśli zwalniać i się uspokajać. Już od początku Mars Exult leci naprzód niczym wystrzelona kula, zaprzęgając do pracy mnóstwo riffów, ciągłe obijanie zestawu perkusyjnego, solówki i wszystko, co mile w takiej muzyce widziane. Numery mają w sobie także sporą dozę przebojowości i znajdzie się tu niejeden fragment, który wryje się w czaszkę lub zagoni na parkiet. Niemniej muszę szczerze przyznać, że to pierwsze w moim przypadku zaczyna działać dopiero w okolicach Enslavement of God. Za każdym odsłuchem kawałki numer trzy i cztery przelatywały mi po prostu przez głowę, nie zostawiając po sobie w zasadzie nic konkretnego. Ot, wleci, mile się pokręci, wyleci bez słowa i tyle go widzieli. Nie wiem, skąd to, cała reszta bardzo szybko zaskoczyła na miejsce. Czy to takie Awaken by Death z sporą dawką hardcore’u i świetnym intrem, czy milutko chaotyczne Nothing Remains, szczególnie w pierwszej części, czy też dość długie lecz wciągające Riding The Storms of Hate MMXVI z szczyptą thrashowości i obłędną końcówką. Całość płyty kończy intro mające najprawdopodobniej oddawać warki jakiejś bestii. Choć na mój gust można je sobie darować, tym bardziej że pomiędzy ostatnią nutą a nim jest pewna przerwa.

Do Execration Diatribes można też przyczepić się brzmienia, aczkolwiek w pełni rozumiem, że można również się nim zachwycać. Dla mnie jednakowoż brzmi ono nieco zbyt przytłumienie, szczególnie w niemalże nieobecnym basie. Nie mogę się też w pełni przekonać do wokalu, subiektywnie mi nie leży.

Mimo to, warto zainteresować się Pestiferem. Szczególnie, jeżeli dobry, staroszkolny death metal jest bliski twojemu serduszku. Czekamy na więcej.

Pestifer na Facebooku

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , .