Philip H. Anselmo & the Illegals – Choosing Mental Illness as a Virtue (2018)

Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie nowość od Anselmo pod kilkoma względami. Po pierwsze, ominęły mnie wszystkie zapowiedzi nadchodzącej premiery składu Philip H. Anselmo & the Illegals. W dobie tak rozwiniętego przepływu informacji zakrawa to wręcz o cud. Po drugie, Anselmo bardziej przyzwyczaił swoich fanów do rozpoczynania nowych projektów niż kontynuacji działalności już istniejących. Po trzecie, niespodzianką okazała się dla mnie sama muzyka, która tym razem trafia w moje gusta. W przypływie tego zdziwienia postanowiłem zamienić kilka mych spostrzeżeń w słowo pisane o płycie Choosing Mental Illness as a Virtue, wydanej przez Housecore Records 26 stycznia bieżącego roku.

“Nielegalni” nagrali ponad 45 minut prawdziwego huraganu i zniszczenia. Po pierwszych dźwiękach rozpoczynających album dostajemy mocnego kopa w postaci  Little Fucking Heroes. Ten kawałek to idealny „openning song”, blasty wymieniają się tu z ciężkimi walcami, mogącymi kojarzyć się z Morbid Angel. Drugi utwór, po krótkim wstępie, z równą mocą uderza w słuchacza kanonadą agresywnych wybuchów. Na uwagę zasługuje black metalowy riff, którego nie powstydziłby się stary dobry Darkthrone. W zestawieniu z noise’owymi zagrywkami i niskimi growlami tworzy bardzo niepokojący klimat. Utopian wpuszcza na starcie trochę powietrza, by potem przemienić się w schizofreniczny nokaut, przypominający dokonania kultowego Today is the Day. Na wyróżnienie z całości niewątpliwie zasługuje też  Individual z mocnym refrenem i brutalny Finger Me, do którego nakręcono live video w domowym studio Phila.
Cała płyta jest zwarta i równa. Miesza w sobie blasty, death metalowe ciężary, noise’we aranże , sludge’owo/sabbatujące zwolnienia. Wszystko to oprawione wymownymi tekstami, poutykanymi w charakterystycznych momentach sentencjami, które pomimo pozornego chaosu potrafią zostać w głowie po pierwszym słuchaniu. Wokal Phila nigdy nie był tak brutalny, słychać w nim wysiłek i ból. Lata przesadzonego rock n’ rolla bez dwóch zdań zniszczyły mu głos (oficjalnie niekoniecznie chciałbym usłyszeć teraz w jego wykonaniu  Cemetary Gates – wiadomo kogo ), lecz na tej płycie wstrzelił się idealnie. Jego jakby ociężałe frazowanie tekstu dodaje agresji mocnym growlom, skrzekom, i sam wielki Cthulhu wie czemu jeszcze, bo niektórych rodzajów krzyku nazwać nie potrafię.

Aby słowu stało się zadość, na koniec kilka zdań podsumowania. Mam obawy, że album  Choosing Mental Illness as a Virtue przejdzie niezauważony lub zignorowany. W końcu to od „ tego gościa z Pantery”, którego niedawne imprezowe „popisy machaniem ręką” i nieprzychylna prasa nie przysporzyła ani sympatyków, ani zainteresowania. Mnie osobiście swoim idiotycznym wybrykiem nie zraził, odczuwam szacunek do jego twórczości, do wkładu, który włożył w scenę metalową. Skupmy się na muzyce w całości, nie jednej osobie, zatem polecam ten materiał gorąco wszystkim fanom brudnego, pozbawionego triggerów i zbędnego gładzenia soundu. Muzyka najnowszego dzieła Philip H. Anselmo & the Illegals jest ciężka do jednoznacznego zdefiniowania, ale niesie w sobie sporo wartości samej w sobie.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , , .