Pikodeath – “Tief In Dir” (2014)

Słyszeliście kiedyś o nazwie Pikodeath? Ja też nie. Z pomocą w identyfikacji ekipy przyszło mi więc Metal Archives. Tam się dowiedziałem, że zespół zbyt bogatej dyskografii nie ma (recenzowany tu Tief In Dir, wydany przez Defense Records i Maximed Records, jest pierwszym pełniakiem, wcześniej były dwie demówki i split), za to pepiczkowe korzenie przemawiają za nim znacząco. Tak samo jak okładka, którą gdybym miał określić jednym słowem, wybrałbym słowo “creepy”. Razem wychodzi death metal a’la stara szkoła.

Okazuje się jednak, że nie do końca. Pikodeath okładką i logiem tylko udaje starą szkołę. Dobrze, przyznaję, nie da się zaprzeczyć, że w ich muzyce słychać mnóstwo odniesień do staroszkolnego deathu. Urok tej płyty polega na tym, że tyle samo odniesień słyszę do punkowo-hardcore’owego podejścia. Plus oczywiście czeskie podejście. Razem sumuje się prawie pół godziny brutalnych i bujających dźwięków.

Płyta zaskoczyła mnie całkiem pozytywnie. Spodziewałem się po niej (ze względu oczywiście na pierwsze, graficzne wrażenie) ostrej siermięgi i piwnicy w stylu 90’tych. Nie spodziewałem się za to punkowo-tanecznego podejścia, tak częstego na tej płycie. Możecie nazwać to death/thrashem, dla mnie to ciągoty hardcore’owe. A jest ich legion. Czy to na My Four Walls z wykoksanym riffem i późniejszym przejściem (po odsłuchu na pewno skojarzysz), czy podobnie zmajstrowanym Different, jest naprawdę miło i skocznie. To najlepsze numery tej płyty. Child Devourer z kolei faktycznie jestem w stanie uznać za kawałek thrashujący. Pikodeath umie bawić się w punkowy death metal. Notabene, wspomniany numer bardzo przyjemnie przechodzi w kolejny Tief In Dir. W ogóle, płyta jest bardzo płynna.

Nie znaczy to wcale, że hardcore przeważa. Wręcz przeciwnie, Pikodeath to przede wszystkim death metal, ostry i brutalny. Im dalej w las tym więcej obrzuconych flakami drzew, tak więc druga część płyty jest zdecydowanie mocniejsza. Czasami trafisz nawet na partie slamujące (moje ulubione są na Slowly Death i Human Slaughter), jest też dużo momentów wyjątkowo tanecznych i rytmicznych. Gdzieniegdzie zdarzy się także moshowy groove, Tief In Dir przykładem. Jednocześnie Tier In Dir jest płytą całkiem melodyczną. Jest tu od groma riffów które mogłyby być użyte chociażby w Dissection. Problem polega na tym, że te riffy są do siebie diablo podobne. Są one wtórne i zbyt podobne do siebie. Rzucają się też najbardziej ze wszystkich w uszy, a to wielka wada. Przez nie większość kawałków brzmi prawie identycznie.

Brzmienie bardzo mi się podobało. Gitary są idealnie dostosowane do takich dźwięków, perkusja także, bas jest słyszalny a wokal podkreśla wszystkie elementy. Tutaj zero zastrzeżeń. Layout jest kwestią gustu. Mi nie pasuje z powodu szeroko rozumianej mdłości, natomiast nie mogę zaprzeczyć jakości wykonania. A sama okładka może naprawdę może się podobać.

Płyta jest przyjemna. Robiłem do niej kilka podejść i za każdym razem czas z nią spędzony upływał mi szybko i przyjemnie. Przyznaję, głównie przez świetnie połączone partie death metalu i hardcore’u. To Pikodeath wychodzi najlepiej i mam nadzieję, że ten kierunek będą kultywować. Amen.

Ocena: 7,5/10

 

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .