Piołun – “Na żywioł” (2018)

Trafiają do mnie różni wykonawcy, szukam różnych punktów zaczepień, ale po rock and rolla w polskim wydaniu nie sięgam z własnej woli. A dlaczego? Ano każdy w muzyce poszukuje czegoś innego – jedni rozrywki, inni uniesień, wzruszeń czy ideologii, albo wszystkiego naraz, zaś na moje dyskusyjnie percepcyjne oko to współczesne rockowe emploi mija się z każdym z wyżej wymienionych argumentów, czasami na ogromnych skrzyżowaniach. Dużych scen w temacie nie ma po co sprawdzać, a i takie czasy, że jeśli triumfy święci wymuskana i wypudrowana kapela nazywająca siebie krewko “zdrajcami metalu”, to na takim poletku nie mam czego szukać. Wieje zewsząd swądem odgrzewanego kotleta, i nie można ani tego zapić, ani przetrawić. True story. Od muzyki wymagam szczerości, jakiejś ciekawej pułapki na słuchacza, niezależnie od formy wypowiedzi czy dopasowanych skórzanych spodni muzykujących. I wtem, z toną rockowego sceptycyzmu w kieszeniach, wpada mi ręce bootleg trójmiejskiej formacji Piołun z materiałem o sukcesywnym tytule Na żywioł, zarejestrowanym w Wydziale Remontowym podczas ubiegłorocznej trasy koncertowej Doperlord i Diuny. I mam tę swoją szczerość – bez przesadzonego, sztucznie pompowanego imidżu wesołej bandy grajków, bez brokatu, kolorowych plakatów i niepotrzebnych poklasków. I niestety bez promocji. 

Rock is dead w naszym pięknym kraju, ale nie w podziemiu muzycznym. Piołun jest kolejną kapelą, która udowadnia, że trzeba czasem pokopać, poszukać, polski underground złotem stoi i nie mam co do tego wątpliwości. Panowie debiutantami nie są, scenę znają, i to czuć od pierwszych dźwięków. Bezsprzecznie Na żywioł prezentuje zespół stworzony do grania w klubach – energii i mocy jest tu w bród, od klimatu specyficznego rockowo-punkowego vibe’u aż duszno, ale co najważniejsze Panowie mogą pochwalić się umiejętnościami. Przy słuchaniu niniejszego koncertu uwagę zwraca nie jeden wyróżniający się element, a kilka. Przede wszystkim świetna praca perkusji Igora Augustynowicza, która nadaje ton dynamicznym utworom, plus rewelacyjne wygibasy i gitarowe solóweczki Maćka Rekowskiego robią robotę, ale klawisze Grzegorza Kuryłowicza w tak spójnych zagrywkach zastrzeliły mój zmysł estetyczny całkowicie, i akurat w tym przypadku to duży plus. Tu się kłania, proszę państwa, talent kompozytorski. Tak jak szczerze kręcę nosem na wszelkie klawiszowe “ą/ę”, tak w Piołunie wszystko do siebie świetnie pasuje. A na dokładkę wchodzi charczący, niedoskonały wokal Mateusza Puchniarza, który stanowi tu tak naprawdę jeden z instrumentów. Jeśli potrzebujecie jeszcze jakiegoś nakierowania na twórczość niniejszych, połączcie wiekowy KNŻ z klimatami na przykład poczciwej Armii, ale bez żadnych trąbek i w mniej punkowym wydaniu na dłuższą metę. A żeby jeszcze bardziej pokusić się o porównania, Piołun wypada o niebo lepiej niż popularny Kabanos, szczególnie jeśli zachłysnąć się nieco podobnym w wydźwięku lirycznym pastiszem, którego ostatecznie nigdy nie byłam zwolenniczką. Znów – jak już coś robić, to nic na siłę. I zdaje się Piołun ma w tym i dryg, i tak ważną naturalność. 

Koncertówka Na żywioł to Piołun w czystej postaci – bez kombinowania, bez ściemy, za to z energią i przyłożeniem. Żadnych rzewnych ballad, żadnych głębokich filozofii, przykop i przytup, jak być powinno. Bardzo podoba mi pomysł na wypuszczenie takiej surowej brzmieniowo wersji materiału zespołu, który zyskuje na deskach sceny bez względu na miejsce, w którym występuje. Wszyscy szukamy w muzyce autentyczności, potwierdzenia, że to naprawdę działa, ma sens. Jakiś czas temu podobny zabieg świetnie wyszedł pobratymcom z Lonker See, którzy wydali zarejestrowany koncert w klubie Pijana Czapla Olsztyn na albumie Lonker Sessions (recenzja tu), gdzie można niemal musnąć atmosfery, jaka panuje w klubie podczas występu. O krok dalej w pokazaniu swoich umiejętności na żywo pokusili się niekwalifikowalni w żaden gatunek [::] 4dots, którzy wypuścili live sessions z nagrań na setkę w Nebuli Studio (całość tu). I chwała za takie pomysły! Może to jest jakieś clou sprawy jak się pokazać. Jak wiadomo, dzisiejszy słuchacz jest wyjątkowo wybredny, zalew muzyki ogromny, a wyłowić te wartościowe, ciekawsze zespoły coraz trudniej. A Piołun bezceremonialnie przekonuje, że warto iść z nimi Na żywioł i bez zażenowania zwyczajnie dać się ponieść rockandrollowej frywolności. Ja idę!

Ocena: 8/10

 

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Tagi: , , , , , , , .