Pożoga – “The Funeral Pyre” (2018)

Trochę czasu zajęło dolnośląskiej grupie Pożoga wydanie pierwszego pełnowartościowego albumu, ale oto w glorii i chwale po sześciu latach od utworzenia kapeli światło dzienne ujrzał The Funeral Pyre. Moda wśród rodzimych kapel na polskojęzyczne nazwy grup trwa, więc i Pożoga powinna zadomowić się pośród wszystkich innych nacechowanych dość pejoratywnie wyrazów, za którymi kryje się polska muzyka metalowa. A ta jest tu przecież najważniejsza.

Debiutancki album grupy, który ukazał się w grudniu 2018 roku, był wcześniej zapowiadany singlem Siewcy Zarazy, który to utwór znalazł swoje miejsce na opisywanym pełniaku. Pożoga na swojej płycie wprowadza słuchacza w dramatyczny stan otępienia, wywołany przez rozpalone do czerwoności gitary i bębny, którymi muzycy dolewają oliwy do wznieconego przez siebie ognia. Gorące riffy i płonąca rytmika to broń dolnośląskiego kwartetu, przy pomocy której ekipa rozpycha się na niezależnej scenie metalowej. W wielkim skrócie posmakujemy na The Funeral Pyre wybuchowej mieszanki death i black metalu. Śmierć niesie warstwa instrumentalna, zaś czerń wylewa się z gardła wokalisty. Po nie za ciekawym i mało istotnym Intro, przez kolejnych osiem kawałków z głośników wylewa się solidna dawka surowego, brudnego i bluźnierczego grania. Czasem chamskie i proste riffy wychodzą na pierwszy plan, podcinając skrzydła artystycznym uniesieniom duetu gitarowego. Można jednak uznać, że proporcje zwyczajnych i nieco ciekawszych motywów są tu dobrze wyważone, a ogólne wrażenie z odsłuchu krążka wypada raczej na plus.

The Funeral Pyre jest albumem, któremu trzeba dać szansę i poświęcić więcej czasu na zapoznanie się z tym, co Pożoga ma do zaoferowania. Album ten nabiera tempa, a muzycy odsłaniają coraz to lepsze karty z każdym kolejnym utworem. Totalne zniszczenie następuje w połowie płyty, gdy na scenę wjeżdża numer Ash Borer, pełen agresji, nienawiści i srogiej lawiny gitar i perkusji. To zdecydowanie najlepszy moment na krążku, swoisty punkt kulminacyjny. Tych sześć minut i czternaście sekund ma wszystko, co w ekstremalnym graniu najlepsze – oprócz szybkich ciosów, znajdziemy tu dobre przejścia, retardacje w postaci spowolnienia tempa, po których następuje kolejny cios. Do tego mocny, naprawdę dobry ryk gardłowego, który wywołuje przerażające wrażenie. W tym momencie Pożoga ogarnia mnie całkowicie. Warto wyczekać przez kilka mniej interesujących utworów, które w całościowym ujęciu budują napięcie przed o wiele mocniejszą drugą częścią krążka. To właśnie tutaj pojawiają się dwie kompozycje z tekstem w języku polskim – nieoczywisty Necrosis i pierwotni Siewcy Zarazy. Oba numery brzmią fantastycznie, kapela nie bierze jeńców. Rozpędzeni członkowie Pożogi na najwyższych obrotach doprowadzają swoją sztukę do końca jeszcze dwoma utworami, a cały materiał kończy się nieoczekiwanie.

The Funeral Pyre – tu muzyka jest niczym iskra, po której ogień rozpala się dłuższą chwilę, ale gdy już zajmie nasze trzewia, to po chwili trawi słuchacza doszczętnie. O to w tym wszystkim chodzi. Bezkompromisowo, ostro, surowo, po prostu dobrze. Ten album nie jest pozbawiony słabszych chwil, które pojawiają się w pierwszych kompozycjach, ale po czterdziestu minutach kursor sam powraca do przycisku „play”.

Ocena: 8/10

 

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , .