Prav – “Satya-yuga avant-garde” (2019)

Chyba żadna płyta nie czekała u mnie tak długo na recenzję, co tegoroczne oblicze Prav. Wałkuję ten album od kilku miesięcy, miałem z nim naprawdę duży problem, ale chyba w końcu to i owo wskoczyło na swoje miejsce. Byłem bardzo ciekaw tej muzyki, wszak za projekt odpowiada Wojsław, stojący za takimi bandami jak Stworz, Kres czy Wędrujący Wiatr. W Prav Pan Wojsław nadal eksploruje black metal, ale tym razem porzucił swojskie, ludowe inklinacje i mitologię słowiańską na rzecz hinduistycznej kosmogonii.

Sam kontekst, choć niezwykle ciekawy, nie jest jakimś wielkim novum. Zespołów badających różne egzotyczne mitologie i wierzenia nie brakuje, nawet w interesującym nas obrębie. Polski duet na szczęście nie próbuje na siłę stać się rodzimą odpowiedzią na południowych sąsiadów z Cult Of Fire, jednak podobieństw trudno uniknąć. Dość powiedzieć, że wprowadzająca w ten mistyczny świat Sadhana wykorzystuje całą tradycyjną spuściznę dalekowschodniej muzyki ludowej, a efekt jest taki, że totalnie nie wiadomo, czego spodziewać się dalej. Eja!Eja!Alala! atakuje prostym, żeby nie powiedzieć prymitywnym motywem, ale tylko na chwilę – gdy pojawią się gitarowe i nie tylko piski, wizgi i sprzężenia, odruchowo chce się spojrzeć w niebo. Muzyka pędzi na dość jednostajnych patentach, niepozbawionych sporej dawki melodii, jednak są one przemycone na warstwie gitarowego jadu i pokryte hinduskim folklorem na sterydach, przez co bliżej zespołowi do różnych, kosmicznych wynalazków niż do Cradle Of Filth. Nie zabraknie momentów kompletnie topornych, wręcz walcowatych, w najlepszym tego słowa znaczeniu – w takim Indra-Wrythra słychać wyraźnie pokłady czarnego gruzu spod znaku nieodżałowanego Hate Forest, które są ciekawym kontrastem dla bardziej skocznych fragmentów.

Jednak solą tej płyty są wszelkie około-folkowe dodatki. Różne egzotyczne bębny, dzwonki i piszczałki, których nie umiem nazwać, stanowią integralną część muzyki i nie są traktowane jako budujące klimat przeszkadzajki. Każdy egzotyczny motyw z czegoś wynika, ma swoją logikę miejsca i czasu, i trudno je sobie wyobrazić bez towarzyszącej im, gitarowej łupanki.

Wszystko tu jest, ale potrzeba naprawdę wielu odsłuchów, żeby klimat dało się zagarniać łopatą. Problem w tym, że jeśli kogoś ta muzyka nie chwyci od razu, to będzie mu ciężko brnąć dalej bez wysiłku. To nie jest płyta łatwa, ale też daleko jej do skomplikowanych struktur, przez które trzeba się przebijać tygodniami. Jest melodyjna, ale nie na sposób zakorzeniony w tradycyjnym heavy metalu. Jest klimatyczna, ale są momenty, które chciałoby się ominąć, by sprawdzić czy jeszcze coś ciekawego nas czeka. Z jednej strony wyczerpuje wszelkie znamiona przeciętności, z drugiej zaś stanowi nie lada ciekawostkę ze względu na kontekst kulturowo-muzyczny i kontrast dla głównych zainteresowań Wojsława. Jeśli ktoś sobie dla ułatwienia nazwie tę muzykę hinduskim black metalem to proszę bardzo, jednak powinien pamiętać, że zespołowi Prav bliżej do średniej jakości zamiennika niż do egzotycznego oryginału.

Ocena: 6/10

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .