Primitive Man / Unearthly Trance – “Primitive Man / Unearthly Trance” (2018)

Primitive Man wbrew filozofii swojej muzyki nie zwalnia i dostarcza nam drugie już w tym roku wydawnictwo. Angażują do niego także Unearthly Trance, podpinają pod szyld Relapse Records i wspólnie wydają siedem numerów, których trzy kwadranse odbiorą ci jakąkolwiek radość z urlopu, pogody i życia w ogóle. Cóż za przepyszny sposób na początek tygodnia!

Naprzeciw powszechnie znanej prawdzie, iż dobra muzyka kończy się na piętnastej sekundzie, Prymitywy posiadają niesamowity talent do przykuwania mojej uwagi, pomimo tworzonego przez nich sludge/doomu. Od nich właśnie rozpoczyna się krążek (dobrze, technicznie rzecz biorąc od kolaboracyjnego intra, niemniej intro to ma niecałą minutę i jest w zasadzie hałasem), i dość szybko wpada się w tę dołującą, nihilistyczną atmosferę. Ethan i spółka przygotowali dwa nowe tracki. Pierwszy Naked rozkręca się powoli, by w końcu uderzyć w czachę z siłą i wydźwiękiem Nagasaki. Numer zawiera dokładnie to, z czego zespół słynie: monumentalne, tytanicznie ciężkie brzmienie, powolny marsz śmierci i nastrój, przy którym czujesz, że twoje miejsce jest w najbliższym pojemniku na odpady. Do tego sporo szumów i zakłóceń dźwięku, dzięki którym gruzowisko jest jeszcze bardziej przekonujące. Natomiast Love Under Will to pierwsza, jeżeli się nie mylę, w całości ambientowo-noise’owa kompozycja. Atmosfera zadżumionej groty gdzieś na skraju piekła, niepokojące odgłosy świdrujące mózg i rytualne głosy nie są może idealnym soundtrackiem na wakacje na Ibizie, ale za to wciągają grozą i horrorowym feelingiem. Jedyne, do czego można się tu przyczepić, to małe problemy z dźwiękiem i jego skokowym przechodzeniem między kanałami, co trochę psuje ogólne wrażenie.

Wedle mojej skromnej opinii Unearthly Trance nie dorasta Primitive Man do pięt. Nie znaczy to, że grają źle, niemniej podczas odsłuchu ich druga część wyraźnie kontrastuje. Nagle robi się żwawiej, energiczniej i lżej. Ten sludge dalej jest złowieszczy, dalej też potrafi hipnotyzować, jednak przy krańcowym nihilizmie Naked wygląda jak Szyc przy DiCaprio. Energia na Triumph i Reverse the Day potrafi pobić, zdarzają się tam też fragmenty negatywne i dość opętańcze. Tutaj także znalazł się utwór noise’owo-ambientowy. 418 jest bardziej koszmarne i gwałtowne, a spory udział potwornego wokalu skutecznie topi umysł. No i nie zapominajmy o transowym czarze Mechanism Error, najlepszego strzału po tej części splitu. Podanego zresztą w ten sposób, że ma się ochotę ucałować jednocześnie dźwiękowca i basistę.

Jeżeli więc zamiast nad morzem planujesz spędzić weekend w melinie, to śmiało możesz zabrać ze sobą ten krążek. Zawarta tu ilość brudu spokojnie wystarczy na kolejny Przystanek Woodstock, a do tego wprawia w nastrój gorszy niż kolejne wydanie Wielkiego Testu Wiedzy o Czymkolwiek, serwowane przez TVP.

Primitive Man na Facebooku

Unearthly Trance na Facebooku

Ocena: 8/10


Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , .