Profanatica – “Altar of the Virgin Whore”(2018)

Jeśli jesteś zirytowany wszystkim dookoła i szukasz okazji do wyładowania energii, to nowa EPka zespołu Profanatica jest wręcz stworzona dla Ciebie! Amerykanie na swoim najnowszym wydawnictwie również sprawiają wrażenie wnerwionych, a swój gniew kierują w stronę chrześcijaństwa i wszystkiego, co z nim związane – na ich najnowszym wydawnictwie zdecydowanie to słychać. Chociaż “słychać” może być zbyt górnolotnym stwierdzeniem, biorąc pod uwagę styl sprawującego funkcję wokalisty i grającego również na perkusji Paula Ledneya.

Profanatica na trasie koncertowej granej wspólnie z Watain i Rotting Christ szybko pokazała mi oraz niezaznajomionym z jej twórczością osobom o co w tym zespole chodzi – a w wielkim skrócie chodzi o niszczenie, najlepiej skierowane w stronę chrześcijaństwa, i dokonywanie pogromu na instrumentach. Na myśl od razu przychodzi mi polska Anima Damnata. Amerykanie również dają radę, choć…

… paradoksalnie najlepszym momentem Altar of the Virgin Whore jest jedyny utwór, w którym zespół nie jest zajęty niczym nieskrępowaną młócką, tj. zamykający ten minialbum instrumentalny He Has Risen. Mimo, że ten trwający raptem równe trzy minuty (a i tak będący drugim najdłuższym kawałkiem na płycie) utwór to powolne odgrywanie jednej melodii z kilkoma kosmetycznymi zmianami wraz z biegiem czasu, był on dla mnie zdecydowanie najciekawszy na albumie. Brak szczególnej kreatywności nie jest w jego przypadku minusem, gdyż można traktować go jako zwyczajne zakończenie albumu. Niestety niewielka pomysłowość ekipy ze Stanów Zjednoczonych odbija się negatywnie na pozostałej części EPki.

Ta zaś (czyli tak na oko jakieś 16 minut muzyki) to nic innego jak brutalna nawalanka z dosyć jednostajnym rytmem perkusji, bliźniaczo podobnymi do siebie riffami oraz obecnym w każdym utworze (tak, nawet w trwającym mniej niż minutę Thorn King) rzygiem obsługującego perkusję wokalisty. Agresji tu nie brakuje, piętnowania religii też nie (chociaż styl, w jakim robi to zespół bywa karykaturalny od okładki począwszy, poprzez tytuły utworów, na warstwie lirycznej zapewne skończywszy), zdecydowanie brakuje jednak pomysłowości, która wybiłaby serwowaną przez Amerykanów młóckę ponad przeciętność. Dodajcie do tego jakość dźwięku przypominającą momentami niskobudżetowe nagrania, a waszym oczom ukaże się dokładnie to, co Profanatica niedawno wypuściła na rynek.

Reasumując, na 19 minut spędzone z Altar of the Virgin Whore składa się 16 minut nieszczególnie dających się od siebie odróżnić utworów oraz wspomniany wcześniej, odbiegający od dotychczasowych doświadczeń z tym krążkiem He Has Risen. To wszystko w dyskusyjnej jakości. Nowa EPka Amerykanów nijak nie zostaje w pamięci (no, może ciekawa na swój sposób okładka zapisze się w głowach na dłużej) i nie podbije ani rynku, ani serc słuchaczy. Po zespole jadącym w trasę z gigantami takimi jak Rotting Christ i Watain, mimo zakorzenienia w undergroundzie dosyć znanym w metalowym świecie, można było spodziewać się ciut więcej.

Ocena: 6/10

Gdyby ktoś chciał sprawdzić, czy na Facebooku zespół również zieje nienawiścią do wszystkiego co związane z chrześcijaństwem wystarczy kliknąć tutaj.

 

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , .