Profanity – “The Art Of Sickness” (2017)

Czy jest trudniejsza i bardziej skomplikowana odnoga metalu niż technical/progressive? Wątpię. Nie dość, że wymaga naprawdę sprawnego posługiwania się instrumentem, to kompozytorzy również mają pod górkę. Niemieckie Profanity wykazywało techniczne zapędy już na EP-ce sprzed czterech lat. The Art Of Sickness podnosi ten poziom jeszcze wyżej, dostarczając sześciu utworów/czterdziestu minut gitarowej i perkusyjnej wirtuozerii. Za wydanie odpowiada Apostasy Records.

Kłopot z tą płytą polega na tym, że o ile warunek dotyczący umiejętności muzyków został spełniony w stu procentach, o tyle kawałki są w większości losowymi zlepkami niepasujących do siebie pomysłów. Nieczęsto trafi się porządny i nośny riff, a nawet jeśli, to szybko jest zmieniany na kolejne wygłupy i popisy na strunach. Jest to o tyle konfundujące, że teraz już nawet nie próbuję zrozumieć, co się dzieje w tej muzyce. Wesołe, milusińskie i jasne solówki (notabene to one są najlepszą częścią płyty, brzmią przyjemnie i nie zawierają setki zbędnych nut) mieszają się non-stop z motywami typowo deathmetalowymi. Te z kolei przez większość internetu są określane jako ostre i brutalne. Sam tego zupełnie nie czuję, nie ma tam mocy, tylko techniczna masturbacja.

Oczywiście w zalewie kolejnych motywów zdarzają się i lepsze. The Great Obstacle ma przyjemną solówkę około drugiej minuty, Who Leaves Stays około piątej zaatakuje bardzo dobrym motywem deathmetalowym. Szkoda tylko, że części te potrzebują dokładnego wypunktowania, inaczej utonęłyby w zalewie szpanerstwa. Najlepiej na płycie prezentują się Mouth Of Nepotism i Specific Souls. To w nich riffy poskładano najlepiej i z przymrużeniem oka nie widać nawet szwów łączących te siedem minut. Cała reszta jest zbyt losowa. W pewnym momencie po prostu przestałem starać się zrozumieć koncept tej płyty, gdyż w kompozycji na pewno nie siedzi.

Ale za to może siedzieć w samym graniu. Każdy, kto nad wszystko inne przekłada szybkie wygibasy na gryfie, będzie wniebowzięty. Jest tu tego od groma, połączone w najróżniejszych kombinacjach. Praktycznie cały odsłuch tej płyty to techniczna uczta. Perfekcyjnie wykonana i świetnie nagrana, Thomas Sartor i jego kumple w niczym nie ustępują zaproszonym jako goście Hobbsowi czy Münznerowi. Gdybym nie pamiętał poprzedniego Hatred Hell Within założyłbym, że to po prostu taki styl (nie)komponowania, całkowicie skupiony na technice. Ale nie, tam kawałki były spójne i nieźle grały.

Koniec końców, jestem rozczarowany i trochę mi z tego powodu smutno. Profanity przedobrzyło. Na pewno znajdą się tacy, którzy The Art Of Sickness pokochają. Choć oni raczej już ten krążek znają, i pewnie twierdzą że więcej w nim pomysłów niż w całym hardkorze. Jeżeli żyjesz techdeathem, sprawdź. W innym wypadku możesz pominąć.

Profanity na Facebooku

Ocena: 6/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .