Protean – „The Burning Centuries” (2015)

W dzisiejszych czasach ogrom nowej muzyki jest przytłaczający. Nie ma opcji, by poznać każdy album z danego gatunku. Jest tego po prostu za dużo. Dlatego też niekiedy ciężko jest znaleźć coś godnego uwagi, coś, co wtłoczy nas w siedzenie na tyle mocno, że będziemy prosić o więcej. Niestety, duża cześć wychodzących płyt jest miałka, średnia, wręcz nijaka, ale tu i ówdzie można wyszperać jakąś perłę. Niekiedy takie poszukiwania rozciągają się w czasie. Tak było z debiutanckim krążkiem łotewskiej grupy Protean.
The Burning Centuries wyszedł już jakiś czas temu, a było to dokładnie 13 grudnia 2015 roku pod szyldem Beverina Productions. Tak jak pisałem wyżej, trochę mi zajęło, by do niego dotrzeć i jak widzę, umknął on także kolegom po fachu, albo po prostu nie zainteresował nikogo na tyle, by napisać o nim kilku słów. A szkoda, gdyż to wartościowa rzecz, i przeglądając Internet jestem w ciężkim szoku, ponieważ album ten przeszedł prawie bez jakiegokolwiek echa.
Faktem jest, The Burning Centuries nie jest jakoś wysoce odkrywczą płytą, ponieważ niektóre fragmenty i patenty można porównać do dokonań innych zespołów. Zapożyczenia różnego rodzaju często przytrafiają się nawet najlepszym. A czego możecie się spodziewać na tym debiucie? Zwięźle to black metal, podobny momentami do dokonań takich kapel jak Dimmu Borgir (choć w Protean jest mniej symfonii), Dark Fortress czy też do ostatnich dokonań Rotting Christ. Jednak nie spodziewajcie się, że The Burning Centuries to klon jakiejkolwiek z ww. kapel. Nie, Protean na siedmiu numerach tej płyty zamieścił powiew świeżości, a może raczej zgnilizny swojej wizji black metalu, a te podobieństwa są raczej luźne. Ot, małe zapożyczenia.
Przykładem takiej małej naleciałości jest otwierający to wydawnictwo Hannibal. Początkowy riff ma niesamowicie behemothowy felling, jednakże przeplata się on z drugim – bardziej melodyjnym. Taniec tych dwóch to najlepszy przykład tego, jak Panowie z Protean balansują pomiędzy oryginalnością a wpływami innych zespołów. Przez ponad osiem minut poznacie proteańską wizję historii sławnego dowódcy wojsk Kartaginy, podanej w melodyjno-balck metalowej otoczce. W kolejnym The Black Army Proteanie rozciągają przez nami losy Węgierskiej Czarnej Armii. Tutaj, zmieniając nieco styl, użyto męskich chórów, niby tytułowej armii śpiewającej po łacinie, idącej w paszcze śmierci na polu bitwy.
Bringer of Fear jest lekkim wytchnieniem po szybkiej jeździe z Czarną Armią. Tutaj znów chóry prowadzą nas, tym razem ku nordyckim legendom o mitologicznym statku zbudowanym z paznokci zmarłych – Naglfar. To jedna z bardziej klimatycznych kompozycji na Płonących Wiekach, utrzymana w większości w średnich tempach, płynąca nieubłaganie do przodu, niosąc śmierć i zagładę. W The Longships Are Burning vikingowski klimat pozostaje z nami, tylko tutaj przybiera szybszą formę. Numer ten oparty głównie na tremolach mniej więcej w połowie zmienia się, wchodzi czysta gitara, tworząc swoimi dźwiękami rozmarzony klimat. Jednak to tylko mała przerwa, tremola wracają, by znów się przeplatać z atmosferycznym wtrętem czystej gitary.
Numerem piątym na The Burning Centuries jest Swordwraith, a w nim Proteanie urozmaicają swoją muzykę o czyste wokalizy. Nadal stawiając na klimat, utrzymują swój utwór raczej w średnio wolnych tempach, przyozdabiając tę kompozycję krótką solówką gdzieś prawie na samym końcu. Vella Reķis jest nagrana jako jedyna w ichnim języku. Będąc najkrótszą sztuką na tym krążku, trwającą prawie pięć minut, jest intensywna i szybka, oparta głównie na dwóch stopach i blastach, posiada jednak krótką, wolniejszą wstawkę, gdzie słychać krzyki płonących ludzi i piekielny śmiech ich oprawcy.
Na końcu uplasował się Sorcerer Baron, na którym znajdziecie historię barona, który oddał swą duszę diabłu. To kolejne mocne dzieło Protean, oparte głównie na podwójnej stopie, ale jak na typową black metalową przejażdżkę usłyszycie tu również piekielne blasty.
Jak na debiut, kompozycje z The Burning Centuries są wyważone, przemyślane, wszystko jest na swoim miejscu. Nie ma tu niepotrzebnych rajdów na dwie stopy, nawałnicy blastów, nie ma miejsca na nudę czy też monotonię. Panowie z Protean stawiają na swym krążku na klimat, świetnie balansując pomiędzy stylami, czyli oprócz blacku, znajdziecie tu również klimaty z pogranicza deathu czy też doomu. Używając klawiszy, robią to oszczędnie, wplatając je bardziej w tło, nigdy nie pozwalając, by grały na pierwszym planie. Cóż dodać jeszcze? Chyba tylko to, że tę pozycję powinien poznać każdy, kto lubuje się w urozmaiconym black metalu. Polecam!

 

Ocena: 9/10

Protean na Facebooku

Tagi: , , , , , , .