Psychoïd – “Thrash Impact” (2018)

Jeśli wierzyć informacjom znalezionym w sieci, francuski kolektyw Psychoïd istnieje od 2008 roku. Przez ten czas kapela wypuściła tylko jedno demo, a w 2018 roku swój debiutancki album pod tytułem Thrash Impact. Są dwie możliwości: albo grupa długo zwlekała z wydaniem materiału, by przygotować prawdziwą bombę, albo ich kompozycje długo nie mogły znaleźć wydawnictwa, które podjęłoby się wypuszczenia płyty w świat…

Francuzi nagrali dziewięć kompozycji, które, jak nazwa albumu wskazuje, wpisują się w stylistykę thrash metalu. Z każdą kolejną thrashową ekipą utwierdzam się w przekonaniu, że gatunek ten osiągnał już swoje maksimum i nic więcej w temacie agresywnego tempa i antysystemowych tekstów nie da się odkryć. Psychoïd niestety wpasowuje się w ten schemat. Utwory, składające się na Thrash Impact niespecjalnie się wyróżniają, są co najwyżej poprawne i oklepane. Co prawda muzycy zręcznie poruszają się wśród szybkich riffów i przesterowanego brzmienia, ale daleko im jeszcze do klasyków gatunku. Można odnieść wrażenie, że zespół skupił się na najprostszych możliwych rozwiązaniach: jest szybko, bez komplikacji i połamanego tempa, nie ma tu też nowoczesnych efektów. Jeśli przyjąć bardziej zdystansowane podejście do Thrash Impact, bez większych oczekiwań, to można dostrzec w tej prostocie pewne plusy. Przykładowo, dwie gitary elektryczne uzupełniają się wystarczająco dobrze, dzięki czemu solówki znajdują swoje miejsce obok prostych riffów. Sekcja rytmiczna robi, co może, by stworzyć głębsze brzmienie pod gitary. Zdarzają się nawet momenty, kiedy to bas staje się siłą napędową grupy.

A napędem powinien być jeszcze agresywny i zdecydowany wokal. Na niekorzyść całego materiału wypada niestety gardłowy Psychoïd, który swoim skrzeczącym wokalem odstaje od reszty zespołu. Nie wspominając o zabawnym akcencie, choć to akurat nic nowego, jeśli chodzi o Francuzów, posługujących się językiem angielskim. Wśród dziewięciu kompozycji na tym albumie jest jedna jedyna perełka, a mianowicie The End of Times – numer instrumentalny, który udowadnia, że chłopaki nie są totalnymi amatorami i potrafią budować dobre utwory thrashowe. Szkoda, że ogólne wrażenie psuje ten nieszczęsny wokal.

Próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie postawione na początku niniejszej recenzji i wiecie, co? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony tragedii nie ma, bo choć to nie jest poziom Anthrax czy Megadeth, Francuzi robią swoje i są w tym konsekwentni. Z drugiej zaś jest ogromne pole do poprawy, co napawa optymizmem przed kolejnymi wydawnictwami spod znaku Psychoïd, o ile nie przyjdzie nam czekać na kolejny krążek następnych dziesięć lat. Póki co, Thrash Impact mnie nie kupiło.

Ocena: 5/10

Vladymir

Tagi: , , , , , , , , .