Quo Vadis – “Born To Die” (2016)

Szkoda czasu na gadkę o tym, że Quo Vadis praktycznie nieprzerwanie działa na naszej scenie od 30 lat, co czyni grupę jedną z najdłużej działających w Polsce. Przejdę od razu do konkretów, czyli najnowszej płyty ekipy ze Szczecina dowodzonej przez Skayę.

Born To Die, dziewiąty album Quo Vadis to 50 minut muzyki, która mówiąc krótko – kopie dupsko. Na płycie usłyszymy te elementy, które współczesna metalowa płyta powinna zawierać. Potężne oraz mięsiste, a pomimo to bujające riffy, finezyjne solówki, wbijającą w podłoże sekcję. Nie zabrakło szybszych kompozycji, a także wolniejszych fragmentów, ale zapomnijcie o ckliwych balladkach, chociaż usłyszymy także skrzypce, wiolonczelę oraz klawisze, przy czym swoich głosów udzieliło aż 5 wokalistek (Maja Konarska, Joanna Lacher, Katarzyna Bromirska, Cristina Bogdanowa i Agnieszka Wołyńska). Bez obawy, damskie partie nie odbierają poszczególnym kawałkom intensywności i brutalności, ale dodają mistycyzmu, erotyzmu oraz melancholii. Skoro jestem przy wokalach, to chylę czoła przed Tomaszem, który śpiewa, growluje, black metalowo krzyczy, skrzeczy, zmysłowo deklamuje. Pełen przekrój możliwości. A jak już o wokalach mowa to nierozerwalnie związane są z nimi bezpośrednie i pozbawione przeintelektualizowanych metafor liryki. Dzięki temu słuchacz bez problemu domyśli się, co autor miał na myśli. Większość tekstów napisana jest po polsku, zaś trzy kawałki mają po angielsku. Część dotyczy tematów poważniejszych. Na przykład Orient Express to tekst o ekstremizmie islamskim, a zamykający płytę Dwugłowy Orzeł jest o putinowskiej Rosji. Quo Vadis II to utwór o przemijaniu, który kończy się tak, jak życie – nagle. Inną grupę stanowią mniej poważne tematy. Hiroszima to niecodzienne porównanie namiętności do wybuchu bomby atomowej. Motorhead to oczywiście hołd dla Motorhead, a Beauty of the Lake to historia z lekkim dreszczykiem. Bardzo podoba mi się sarkastyczny, ale smutny tekst kawałka Bóg postanowił odejść…

Ta płyta miażdży – takie były moje odczucia po pierwszym przesłuchaniu. Miażdży nie tylko swoim brzmieniem, które jest potężne i przestrzenne, ale są momenty, jak na przykład otwierające album symfoniczne intro, kiedy to wydaje się, że potencjometry były trochę za bardzo odkręcone. Płyta miażdży też swoim rozmachem. Prawie całe 50 minut przez ciało przechodzą ciarki, a już szczególnie w takich momentach, jak monumentalny refren Wino i Sól, chóralny okrzyk We Are Quo Vadis! w Quo Vadis II i ponownie chóralny refren w Motorhead. Dreszczyk pojawia się, gdy w Abel i Kain słyszymy kobiecy szept połączony z mistycznym głosem Skayi.

Trudno mi znaleźć słabe punkty. Może lepiej by było, gdyby wszystkie kawałki były po polsku? Na pewno nie pasują mi damskie wokale w tytułowym Born To Die, które moim zdaniem zmiękczają siłę okrzyku Born! I Was born. Są to jednak niuanse, które nie przysłaniają mocy, jaka bije z Born To Die.

Ocena 8,5/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , , .