Raven Throne – “Šliacham Zabytych” (2016)

Z najciemniejszych otchłani białoruskich puszcz i gęstwin po raz kolejny wypełzają hipnotyzujące dźwięki black metalu. Duet Raven Throne składa na nasze ręce ofiarę w postaci pięknie zapakowanej długogrającej płyty Šliacham Zabytych, która ukazała się nakładem rosyjskiego Possession. Piąty pełny album w karierze Białorusinów jest zarazem pierwszym w całości nagranym w języku białoruskim.

Warstwa liryczna najnowszego albumu duetu Chernotur i War Head to zdecydowanie dość duży atut wydawnictwa. Teksty wyraźnie podkreślają inspiracje pogaństwem i elementami mistyki, jednocześnie całkiem poetyckie i po prostu dobrze napisane. Z kolei jeśli chodzi o instrumentarium, to Šliacham Zabytych można potraktować jako podręcznik do gry black metalu. Album jest bowiem bardzo równy, słucha się go jednym ciągiem. Nie ma wzlotów i upadków, lepszych i gorszych momentów. Jest za to stabilne rzezanie na jednym, wysokim poziomie. Jest to w moim odczuciu zarówno zaleta, jak i wada najnowszego albumu Raven Throne. Dlaczego? Z jednej strony otrzymujemy nieco ponad czterdzieści minut poprawnego grania, bez zająknięć i potknięć w postaci jakichś niezrozumiałych melodyjnych wstawek. A jednak tym samym tracimy element zaskoczenia i nie mówię tutaj o konieczności wciśnięcia na siłę jakiegoś atmosferycznego pierdololo w postaci smyczków, czy innych organków (brońcie bogowie). Chodzi raczej o nieoczekiwane zmiany tempa, pociągnięcie ostrych cięć nieco dalej, głębiej, zaoferowanie czegoś zupełnie odmiennego od całości. Białorusini natomiast uparcie przedzierają się przez pogańskie knieje nie biorąc jeńców. Rzeź dokonuje się przy akompaniamencie rytmicznego basu i ostrej jak brzytwa gitary, co szczególnie zapada w pamięć przy numerze Pakiń… (Desine sperare qui hic intras).

Krążek Šliacham Zabytych to również produkcyjny sukces. Biorąc pod uwagę fakt, że za projekt Raven Throne jest obecnie odpowiedzialnych dwóch muzyków, to należy im się szacunek za stworzenie tak dopracowanego dzieła. Pod tym względem nowe kompozycje stoją na poziomie o wiele wyższym niż te z poprzednich płyt Białorusinów. Ja jednak będę się upierał, że brakuje im nieco powiewu świeżości i plugastwa, które było wręcz namacalne na ich wcześniejszych krążkach. Dejcie mi tego wiyncyj!

Ocena: 8/10

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , .