Reinfection – “Breeding Hate” (2018)

Dawno, dawno temu, w nieodległej mieścinie zwanej Przysucha, wszystko wskazuje na to, że otworzył się portal do piekła. Nie takiego z rogatkami podtapiającymi grzeszników i rysującymi na ścianach krzyże do góry nogami. Do piekła tak okropnego i wypełnionego okrucieństwami, że niejeden słabszy umysł słysząc same tylko opowieści o nim, załamał się i oszalał. A kilku młodych kolesi zerknęło doń ciekawsko i stwierdziło, że zrobi do niego soundtrack.

Może i historia powyżej nie jest oficjalną biografią Reinfection, ale na pewno ich kultowy debiut mógłby się do tego klimatu wpasować. Twórcy They Die For Nothing, które przecież idealnie pokazuje, jak bardzo potrafiliśmy w goregrindzie wymiatać, po zbyt wielu latach ciszy powrócili z kontynuacją. Ich drugi longplay ma niecałe pół godziny i dziewięć numerów. Oj, nie uświadczycie tutaj jazzu.

Wydane pod szyldem Deformeathing Productions Breeding Hate natychmiastowo i dosadnie przypomina słuchaczowi jak to jest dostać luja ogłuszacza. Przy czym, tak żebyś na pewno zrozumiał, kontynuuje demonstrację przez całą lekcję, czasami odrobinę zwalniając, byś mógł podnieść się z podłogi i wypluć kolejny ząb. Twórczość Reinfection można nazwać wypadową brutalnego death metalu i grindu, choć trzeba dodać, że nawet jak na ramy gatunku, chłopaki mocno zacierają granicę między muzyką a hałasem.

W to mi graj właśnie! Nie spodziewajcie się eksperymentów ani melodyczności. Tutaj kanonady blastbeatów i huraganowe riffy urozmaicane są rytmicznymi umpa-umpa potupajkami do tańca i punkowymi przebojami. Breeding Hate kipi od obu tych części. Znajdziecie je w niemalże każdym kawałku. Sprawia to, że płyta może wydawać się monotonna, niemniej wziąwszy pod uwagę jakość materiału, nie przeszkadzało mi to zbytnio. Z całej tracklisty tylko ostatni Inversion-Implosione się wyróżnia. Zamiast molestowania werbla mamy krzywego walczyka, nawałnica gitar też zmienia się na rzecz dość mrocznego klimatu i dużej ilości sprzężeń. Ma to swój urok, choć wydaje się być zbyt przeciągane, zbyt rozwleczone.

Jeżeli chodzi o brzmienie płyty, jest ono wręcz idealne do takich abominacji. Struny brzmią jakby powoli odpadały z nich przegniłe kawałki mięsa, perkusja jest wyraźna i raczy charakterystycznym “ping” werblem, a wokal obsługuje całą skalę darcia mordy, choć jest odrobinkę za głośny w miksie.

Breeding Hate może i ma swoje minusy. Ba, muszę przyznać, że jestem ich świadom. Do tego osoba niebędąca moralnym recydywistą na pewno odbije się od niej w ciągu pierwszych dziesięciu sekund. Po mnie to jednak spływa jak woda po kaczce. Dawno w Polsce nie było tak zacnego i brutalnego grindu. Lubię i się nie wstydzę.

Reinfection na Facebooku

Ocena: 8/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .