Rodent Epoch – “Rodentlord” (2018)

Minęła bardzo ważna niedziela. Z jednej strony oczywiście jest to niedziela wyborcza, tak więc każdy powinien dokonać wyboru zgodnie ze swoim sumieniem. Ja więc postawiłem na ostatnią płytę zespołu Rodent Epoch. Ośmiostrzałowy Rodentlord, którego jednokrotne przesłuchanie zajmuje trzy kwadranse. Nie wiem ile osób dokonało dziś podobnego wyboru, ale ja przynajmniej mogę powiedzieć, że wybierałem w zgodzie ze sobą.

Równie jednak ważnym wydarzeniem – jak to polityczne – jest fakt, że padła Encyklopedia Metallum. Nie wiem, jaki ma to związek z wojną o władzę i w życiu bym nie przypuszczał, że metal jest narzędziem politycznym, ale mój analityczny umysł od razu powiązał te dwa wydarzenia.

Nie było więc szans na grzebanie w wiadomościach z kraju i ze świata. W związku z powyższym zabrałem się do rzetelnego odsłuchu albumu.

Finowie dzięki pracy Saturnal Records przedstawili w tym roku album debiutancki. Nie oznacza to jednak, że jest on niedopracowany czy pachnący prymitywizmem i prostotą. Może i jest nieco jednostajny, ale nie monotonny. Może i nie powala prędkością, ale czy zawsze musi tak być? Co prawda otwierający płytę otwór High on Hades to black metal brutalny i ostry. Ale już na przykład taki Red Heavens to numer w tempach umiarkowanych i znacznie mniej połamanych. A właśnie. Jeśli chodzi o tempa, to w zasadzie wszystkie kawałki mają wzloty i upadki. Jest i szybciej, i wolniej, a po momentach ostrej łupanki następują chwile wytchnienia, dzięki czemu album nie nuży.

Są oczywiście momenty denne (jak pierwsze pół minuty ostatniego kawałka Funeral Master), na szczęście jednak są to raczej wyjątki, które potwierdzają tylko wysoką jakość albumu.

Co do konstrukcji utworów, to jest ona klasyczna. Na pierwszym planie mamy oczywiście partie wokalne przedstawione w klasycznym blackowym stylu. Czyli growl i basta. Tuż za frontmanem pojawiają się czytelne partie gitarowe, które nie tworzą może jakichś karkołomnych konstrukcji melodycznych, są natomiast jasne i klarowne. Z tyłu słychać wspomagającą sekcję rytmiczną i linię basu, jeśli ktoś wsłucha się bardzo, bardzo.

I nim Encyklopedia odpali się ponownie, i nim rzucę się w wir powyborczych sondaży i gdybań, napiszę jeszcze to ostatnie zdanie: dajcie szansę fińskiemu Rodent Epochowi. Może nie jest to płyta wybitna, ale ma potencjał. To znaczy potencjał ma kapela. I trzeba dać jej szansę. Na przykład kupując album Rodentlord. Ma fajną, nienachalną okładkę.

Ocena 6,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .