“Roman Kostrzewski. Głos z ciemności” (2016)

A w nocy Szatana przyjąć dłoń, tak jak Faust.

Pamiętam, że pierwszych spotkań z muzyką zespołu KAT doświadczałem w podstawówce, kiedy mój brat – nomen omen – katował płytę Szydercze zwierciadło. Choć teksty piosenek Romana Kostrzewskiego i spółki wtedy zupełnie do mnie nie przemawiały, to warstwa dźwiękowa robiła na mnie ogromne wrażenie. Jeszcze lepsze wspomnienia mam z odkrywaniem albumów 666, czy Oddech wymarłych światów. Bez dwóch zdań, utwory KAT były jednym z najważniejszych doświadczeń muzycznych, które już wtedy skierowały moje zainteresowania ku heavy metalowej estetyce. Do muzyki zespołu mam więc ogromny sentyment, jak pewnie ogromna rzesza fanów w całym kraju. Tym bardziej z ogromną radością przyjąłem fakt, że w końcu na rynku wydawniczym ukazuje się wywiad-rzeka z legendą polskiego metalu – niezrównanym, charyzmatycznym Romanem Kostrzewskim.

Materiał, który posłużył do napisania książki Głos z ciemności powstał stosunkowo niedawno, bo w lipcu 2016 roku, a niespełna dwa miesiące później całość ukazała się nakładem krakowskiego wydawnictwa SQN. Książka okraszona jest rewelacyjnym wstępem samego Łukasza Orbitowskiego. Z kolei próby spowiedzi grzesznika Kostrzewskiego podjął się młody… piłkarz MRKS-u Czechowice-Dziedzice, Mateusz Żyła, na co dzień prowadzący bloga, gdzie publikuje przede wszystkim teksty związane z literaturą, muzyką i piłką nożną. Książka jest poniekąd rozszerzeniem wywiadu, który autor przeprowadził z Romanem jeszcze w 2013 roku, podczas którego padały dość standardowe pytania (całość dostępna jest na blogu Żyłytutaj). Głos z ciemności rozwija poruszone trzy lata wcześniej wątki, stanowiąc jednocześnie przegląd najbarwniejszych wydarzeń z niełatwego życia legendy metalu.

Praktycznie jedna trzecia książki traktuje o trudnym dzieciństwie Kostrzewskiego. Jest poniekąd odpowiedzią na pytanie o genezę artysty, nie tylko jako muzyka, ale i człowieka. Opuszczenie przez matkę, wychowywanie się w bidulu, skomplikowane relacje z rodzeństwem, dorastanie w peerelowskiej rzeczywistości lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Do tego niesprecyzowana ścieżka zawodowa, nieukończone studia, lata ciężkiej harówki na kopalni – wszystko to uformowało silnego śląskiego chłopa, który pragnął osiągnąć coś więcej, niż przerobienie dwudziestu pięciu lat na grubie i odejście na szczęśliwą emeryturę po czterdziestce. Trudy młodzieńczych lat wyraźnie są odczuwalne w stylu wypowiedzi Kostrzewskiego. W rozmowie z Żyłą często wraca do młodych lat, wspominając współwychowanków i wychowawców z domu dziecka w Dobrodzieniu. Można odnieść wrażenie, że gardłowy zespołu KAT chciał przede wszystkim rozliczyć się z demonami przeszłości.

Rozmowa rozkręca się, gdy padają pytania o formy artystyczne, jakimi posługiwał i posługuje się Kostrzewski. Niezwykle interesujące są opisy rzeczywistości młodych ludzi i kapel w latach osiemdziesiątych, choć wydaje się, że momentami brakuje chociażby jakichś smacznych historii z festiwali i koncertów. Padają pytania o początki zespołu, pierwsze występy i odbiór muzyki metalowej w kraju, który przecież zdominowany był przez lżejsze odmiany ciężkiego grania. Pojawiają się wspomnienia dotyczące innych legend, jak choćby Ryśka Riedla, czy Marka Piekarczyka, aczkolwiek brakuje pikantnych szczegółów z życia rodzimych gwiazd rocka. Są za to fragmenty dotyczące społeczeństwa polskiego kiedyś i dziś, czy bieżących spraw politycznych. Najważniejsze w tych rozdziałach wydają się jednak wypowiedzi dotyczące Kościoła katolickiego, przeciw któremu Kostrzewski występował w swoich tekstach i wywiadach.

Gawęda Romana jest ułożona w miarę chronologicznie. Tłem do jego nieraz zabawnych historyjek jest przede wszystkim twórczość i historia grupy KAT. Widać to też na poziomie tytułów kolejnych rozdziałów, które są zaczerpnięte z fragmentów tekstów utworów zespołu. Fani, którzy oczekują ostatecznej rozprawy z oryginalnym gitarzystą kapeli, Piotrem Luczykiem, będą raczej zawiedzeni. Więcej gorzkich słów pada tu na temat paru innych artystów rodzimej sceny muzycznej. Kostrzewski opowiada też o swoim życiu osobistym, wspomina swoje ukochane i potomstwo. Padają słowa dotyczące miłości do górskich wędrówek.

Głos z ciemności pozostawia jednak niedosyt. Owszem, jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto bardziej poważnie traktował twórczość wokalisty i zespołu, któremu nie można odmówić kultowości. Znaleźć tu można przede wszystkim wiele interesujących przemyśleń Romana, które nie powinny być zaskoczeniem dla fanów. Bowiem to wszystko już było – w wywiadach telewizyjnych, czy tych, umieszczanych w magazynach muzycznych i w Internecie. Jedyna różnica jest taka, że w końcu ktoś zebrał te wszystkie historie i umieścił je w twardej oprawie z okładką, z której czujnym okiem przygląda nam się bohater wywiadu.

Książkę należy więc traktować jako ciekawostkę, ponieważ brakuje jej wartości artystycznej. Niektóre pytania wydają się być pozostawione bez jednoznacznej odpowiedzi, sam spowiednik muzyka zaś skacze z tematu na temat, pozostawiając ogromne luki pomiędzy fragmentami rozmowy. Całość wydaje się mało spójna, chciałoby się przeczytać więcej na temat samego zespołu, realiów polskiego szoł biznesu i sceny metalowej w ogóle. Wydaje mi się, że książka powstała za szybko, jest dużo błędów ze strony korekty, podpisy pod zdjęciami są kompletnie bez sensu, a wtrącanie się Żyły do wypowiedzi Kostrzewskiego wybija z gawędziarskiego rytmu artysty. W taki sposób wywiad mógłby przeprowadzić chyba każdy fan twórczości zespołu KAT. Brakuje tu zacięcia dziennikarskiego i redaktorskich jaj, by pociągnąć niektóre tematy o krok dalej, sprowokować rozmówcę do bardziej intymnych wynurzeń. Być może na niekorzyść autora wywiadu zadziałała tu spora różnica wieku, przez co rozmowa jest bardzo grzeczna i delikatna. Aż dziw, że piłkarz nie zwraca się do Romana per Pan.

Trzysta trzydzieści stron książki czyta się dość łatwo, choć końcowe rozdziały, szczerze mówiąc, zwyczajnie męczą. Czuć zmęczenie materiału, zazwyczaj w tematach, jak i formie odpowiedzi, które są coraz krótsze. Zaryzykuję stwierdzenie, że winę za stan rzeczy ponosi nie staruszek Kostrzewski, ale jego młody fan, któremu brakuje dziennikarskiego warsztatu. Może gdyby ten sam Orbitowski, autor słów wstępnych, pociągnął cały wywiad, to zaspokoiłby żądze tych, którzy oczekują od Romana ostrzejszych wypowiedzi i jednoznacznego podsumowania poruszonych w książce tematów. Głos z ciemności jest tylko szeptem artysty, który z innym spowiednikiem byłby pewnie nader ciekawym krzykiem. I tak jak Mogłeś mieć żal / Kiedy Bóg wyparł się, tak ja mam żal, kiedy ktoś tak infantylnie podchodzi do tematu i nie ciągnie tak zajebiście interesującego rozmówcy za język. Po lekturze pozostaje niesmak, niedosyt i nadzieja, że Kostrzewski ośmieli się jeszcze kiedyś usiąść i porozmawiać o tych wszystkich pominiętych tym razem etapach życia.

 

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .