RPWL – „Tales From Outer Space” (2019)

Dzień 22 marca tego roku przyniósł światu nowe wydawnictwo niemieckich prog-rockowców z RPWL. Zespół zatytułował swoje nowe dzieło Tales From Outer Space i wydał ją w wytwórni Gentle Art of Music, założonej przez dwóch członków zespołu, czyli Jürgena „Yogi” Langa i Karlheinza „Kalle” Wallnera. Działalność muzyków w tejże wytwórni prawdopodobnie tłumaczy pięcioletnią przerwę wydawniczą RPWL, aczkolwiek najważniejsze, że w końcu otrzymaliśmy nową pozycję do słuchania.

Na Tales From Outer Space składa się tylko siedem kompozycji, lecz każdy zaznajomiony z progresywnym rockiem fan słusznie może zakładać, że siedem w tym gatunku to wcale nie tak mało. Utwory łącznie trwają niemal pięćdziesiąt minut i w zupełności są w stanie zaspokoić apetyty wygłodzonych i oczekujących. Moje pierwsze spostrzeżenia odnośnie tego krążka skierowały się w stronę debiutu zespołu zatytułowanego God Has Failed. RPWL wróciło do rozmarzonych, floydowskich i lekko rozleniwionych kompozycji, za które pierwotnie ten band polubiłem. Od pierwszych dźwięków A New World płyta czaruje, zalewa pięknem i przestrzenią, z czym w bardzo specyficzny sposób współgrają mało pozytywne teksty, tworząc ciekawy kontrast. Jak dla mnie jest to dobra propozycja dla tych, którzy lubią bardziej „piosenkowy” prog-rock w stylu Porcupine Tree i ich Lightbulb Sun, gdzie nacisk położony jest na dobrą melodię zamiast tworzenia muzycznych niepoliczalnych figur geometrycznych. Gdzie nad całością dominuje aksamitny głos, mający moc hipnotyzowania, a dźwięki są delikatne i uspokajające niczym „śpiew” delfinów. RPWL tym razem odpuścił jakiekolwiek szaleństwa i postawił wszystko na taką formułę, co nie wątpię nabierze jeszcze większego uroku na żywo (obowiązkowo z dobrą oprawą świetlną i sceniczną).

Wspominałem już pierwszą kompozycję A New World, dla mnie jest to zdecydowany faworyt. Idealnie wyważony, jakby senny i płynący niczym dostojna, stara rzeka. Piękna w swojej prostocie i naturalności. Jako drugi delikatnie ujawnia swą obecność Welcome to the Freak Show, utrzymujący klimat poprzednika, ale jakby z większym radiowym zacięciem i ja niewątpliwie bym właśnie ten utwór obok A New World wybrał na singiel zamiast What I Really Need, który oceniam jako słabszy moment płyty. Trzeci z kolei nosi tytuł Light of the World, trwa ponad dziesięć minut, można w nim wyczuć bardzo silne nawiązania do Pink Floyd i mam wrażenie, że jest mu najbliżej do progowych, klasycznych suit. W podobnym stylu utrzymany jest także Give Birth to the Sun, będący w moim rankingu numerem dwa najlepszych tracków płyty. W tej kompozycji wokalista zespołu, Yogi Lang chowa się lekko w tyle i pozwala przemówić muzyce -ujmijmy to delikatnie – w „romantyczny” sposób. Dźwięki płynną delikatnie, ulotnie, miękko.

Znając dorobek RPWL, znając różnice pomiędzy płytami, mogę stwierdzić, że dostałem płytę, na którą czekałem. Właśnie taka twarz zespołu najbardziej do mnie przemawia. Nie jest to płyta idealna, ale trzeba by również zadać pytanie, czy coś takiego w ogóle istnieje jak dzieło doskonałe. W moim odczuciu Tales from Outer Space to solidna pozycja w dyskografii zespołu i ogółem na scenie prog-rockowej.

Ocena : 7/10

RPWL na Facebook’u.

This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.