Saarkoth – „Jera” (2018)

Dwóch kumpli – Ellis Arnott (wokal,gitara) i Lewis Baker (gitara), nastoletni fani muzyki metalowej, zainspirowani takimi ikonami czarnych muzycznych sztuk jak Burzum, Emperor i Agalloch, postanowili na modłę tych wielkich stworzyć coś swojego. Do duetu dołączył w tym samym roku (2016) Asa Jones, który w Saarkoth odpowiedzialny jest za bas i wokale, i tak to mniej więcej powstał zespół.           

Po roku działalności razem wypuścili demo, które zawierało dwa utwory – Awake in Eternal Sleep i Beyond the Horizon. Po kolejnych 12 miesiącach wyprodukowali singiel: The Wanderer. Wszystkie trzy kawałki znalazły się na ich debiucie o nazwie Jera, który miał swoją premierę 21 września 2018 roku. Osobiście jestem fanem tych trzech,  reszta jednak już do mnie tak nie przemawia. Ale do rzeczy.           

Słuchając Jera, mimo że  jestem przeciwnikiem szufladkowania muzyki, nie mogę oprzeć się pokusie, by nazwać ją leśnym black metalem. Atmosfery, jaką Saarkoth roztacza w każdym z dziewięciu utworów, nie można pomylić z niczym innym, przez co konotacje z przesławnym Agalloch słychać od pierwszego przesłuchania. Anglicy czerpią z nich garściami, zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Na Jera znajdziecie dużo melodii, wstawek akustycznej gitary, post-metalowych wtrętów, trochę klawiszy, rozbudowanych kompozycji. Tekstowo zaś obydwa te zespoły łączy umiłowanie do natury. Jednak w tekstach Saarkoth znajdziecie jeszcze pragnienie, by wszystko wróciło do czasów, kiedy ludzka stopa nie niszczyła naszej planety. A co się z tym wiąże? Nienawiść do ludzkiej rasy.           

Tyle, jeżeli chodzi o muzykę i teksty, całość nie jest może zła, ale też nie jest wybitna. Mam także jedno „ale” co do brzmienia samej produkcji. Jeżeli moje uszy się nie mylą, to Ellis Arnott, który jest za nią odpowiedzialny, nagrał płytę w tzw. domowych warunkach. Uwagę zwraca na przykład brzmienie charakteryzujące się brakiem przestrzeni między instrumentami, niekiedy zaś brakiem przestrzeni w ogóle. W Jera dźwięki talerzy są prawie w całości do wyrzucenia. Brzęczą gdzieś wysoko, tworząc niepotrzebny hałas, nie można wyłapać poszczególnych uderzeń. Zresztą większość instrumentarium perkusji ma podobny ton. Gitary też niestety nie robią wrażenia.  Reasumując brzmienie Jera jest płaskie i przytłumione, czyli wpasowuje się w konwencje czarnych sztuk, jednak wydaje mi się, że chłopcy z Saarkoth aspirują do czegoś większego.           

Czy wszystkie te zabiegi wyszły Saarkoth na dobre? Chyba tylko połowicznie. Słychać w tym materiale zalążki rozwijającej się twórczości, jednak nie jest to na tyle dobre, by wypłynąć na powierzchnię wszystkich np. melodyjnych black metalowych wydawnictw, które wychodzą teraz na całym świecie. Pomimo tego całego leśnego klimatu, który mogę rzec – ciut mnie oczarował, niestety, to po prostu kolejna płytka do kolekcji, nic więcej.

Ocena:5,5/10

Saarkoth na Facebooku.

MSH Music Group na Facebooku.

Tagi: , , , , , , , .