Saattue – “Kärsimysnäytelmä” (2016)

Moda, chyba tak można to nazwać, na wymyślanie coraz nowszych określeń muzyki metalowej wciąż trwa. Z przymrużeniem oka patrzę na to, jak zespoły definiują swoją muzykę, wykorzystując do tego nazwę swojej kapeli. Odbieram to w pewnym stopniu jako usilne podkreślenie oryginalności własnej twórczości. Podobnie jest z fińskim Saattue, który w tym roku wypuścił trzeci LP w swoim dorobku, o jakże trudnym tytule Kärsimysnäytelmä. Podejrzewam jednak, że brzmi on tak samo dźwięcznie jak muzyka Finów, którą sami mianują „Saatto Metalem”, a jest niczym innym, jak melodic doom/death metalem.

Jasne, na pewno czynnikiem wyróżniającym jest tutaj wokal. Umiejętności Harriego Lampinena z pewnością zasługują na pochwałę. Niski death metalowy ryk, krzyki a’la Robb Flynn, ale też zupełnie czysty śpiew nie są mu obce. Aczkolwiek może to nie tyle sam wokal jest czymś nieszablonowym, a język fiński, który dzięki swojemu melodyjnemu brzmieniu nadaje muzyce pewnej lekkości.  

Utrzymane w średnich tempach kompozycje nie epatują w nachalny sposób depresyjnym i przygnębiającym klimatem. Słychać za to, że muzycy mają głowy pełne pomysłów – przynajmniej w kilku przypadkach. Swoją ciężkością i silnym death metalowym zacięciem w zwrotkach najbardziej poraża Kateus, jednocześnie będąc dzięki temu jednym z ciekawszych kawałków na płycie. Z kolei Morfiinienkeli pretenduje do najbardziej powolnej  kompozycji, której linia gitarowa w połączeniu z wokalami brzmi bardzo tęsknie, melancholijnie. W podobnym klimacie utrzymany jest utwór Harhaanjohtaja, choć tutaj nie mogę pozbyć się wrażenia, że słucham spokojnej, sentymentalnej ballady folkowej, szczególnie jeśli chodzi o refreny. Uwagę zwraca też intro Turmellun Lihan Markkinat, jakby inspirowane soundtrackiem z filmów grozy.

Kilkukrotnie przesłuchując Kärsimysnäytelmä, zauważyłam tendencję do stopniowego spowalniania i uspokajania się kolejnych utworów. Początek płyty, jak na doom metal, brzmi żywo oraz dość optymistycznie, później następuje zwolnienie, chwilowe przyspieszenie i ciężar w postaci Kateus, by ostatnie trzy utwory znów były dość wyciszające. O ile te kilka pierwszych utworów odebrałam jako interesujące i przyciągające uwagę, tak końcowe kompozycje zlewały mi się w trochę nudną całość. Wkradła się schematyczność, która zaburzyła, w moim odczuciu, pomysłowość muzyków.

Poszukując czegoś nowego w death/doom metalu, na pewno warto sięgnąć po album Saattue. Połączenie języka fińskiego z melodyjnością gitar daje naprawdę ciekawy efekt końcowy. Zwolennicy przygnębiających kompozycji też nie powinni się zawieść, bo zespół serwuje tę melancholię, ale w nieco innym wydaniu. Szkoda, że oryginalność pod koniec ulega zatarciu. Mimo wszystko czas poświęcony „Saatto Metalowi”, nie jest stracony.

Ocena: 6,5/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , .