SacramentoPinto – “Odpady” (2020)

Formacja SacramentoPinto zaintrygowała mnie już swoją ostatnią EP-ką. Wydany w 2017 materiał cechował się sporym eklektyzmem w łączeniu muzycznych stylów i pewną naturalnością, typową dla zespołu, którego członkowie chcą pograć bez sztucznej ambicji zawojowania świata. Długogrający album Odpady zdaje się być kontynuacją zadzierzgniętych wcześniej poszukiwań. Tyle że tutaj środek ciężkości przesunięty jest wyraźnie w kierunku riffowego rocka w starym, dobrym stylu lat 90. – to rdzeń tej muzyki, wokół którego zespół nieco meandruje, pozwalając sobie na ciekawe skoki w bok.

Odzywa się tu mniej elektroniki niż poprzednio, ale jeśli już pojawiają się “sztuczne” dźwięki, to wykorzystywane są skutecznie – najmocniej słychać to w nieco rozmarzonej, wręcz dream popowej Metaforze, która idealnie nadaje się na samochodową podróż po zalanym deszczem nocnym mieście. W lekko psychodelicznej piosence Siedlecki odzywają się również podobne tony. Głównie jednak zespół porusza się w rockowych kanonach mainstreamu lat 90., serwując riffy proste, nośne, lekko przybrudzone, ale niepozbawione melodyki i chwytliwości. Ti-Du-Dam łączy z moc Audioslave z odrobiną mistyki, a Twoje spojrzenia atakują z niemal metalową siłą i dość wyrazistym groovem. Jest tu coś z klimatu muzyki Foo Fighters (Sinusoida), a może i Smashing Pumpkins (Za wcześnie) – zdaje się po prostu, że duch grunge’u nie umarł. Liczy się na Odpadach rytm, pulsacja, pewien nerw, jak w Mgle czy Always. Niektóre numery napędza rockandrollowa, skoczna wręcz prostota (Nie wiadomo), podana z punkowym zacięciem, jak w przebojowym Na stałe. Choć zdarza się, że piosenki ciążą w kierunku brytyjskiej sceny gitarowej – najmocniej słychać to w poprzedzonej akustycznym wstępem Kanadzie.

Ładnie to się składa, choć jednocześnie mam wrażenie, że drobne odchudzenie zrobiłoby całości dobrze. Z drugiej strony, co ty wyrzucić, gdy jednak poszczególne numery trzymają poziom? Teksty z kolei nie osiągają poziomu poezji (i jak sądzę nie miały), ale opierają się na sprawach z pozoru przyziemnych, jednak dla każdego z nas ważnych, wprost i bez ogródek, z jakąś jednak metaforyczną – przynajmniej czasem – figurą. Nie rozwodząc się za wiele, wypada uznać, że Odpady (wbrew tytułowi) to spora dawka rocka na więcej niż przyzwoitym poziomie, z naprawdę dobrymi momentami. Nie jest to znowu płyta, która zawojuje świadomość mas, ale dla pewnego grona będzie stanowić przyjemną podróż do czasów, gdy szczere gitarowe granie było w cenie. Trochę grunge’owo, nieco punkowo, może i britpopowo, czasem mocniej, ze szczyptą mistycznej aury i ociupiną elektroniki. Bardzo zjadliwa mieszanka.

Kiedyś może mieliśmy tego przesyt, dzisiaj kapele takie jak SacramentoPinto stanowią przypadki rzadkie i na swój sposób cenne.

ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , .