Saor – “Guardians” (2016)

Górzyste krajobrazy, pagórki, zielone doliny, jeziora i szumiące rzeki – jeśli tylko zamknie się oczy, to można to sobie idealnie wyobrazić, szczególnie kiedy w odtwarzaczu właśnie pobrzmiewa najnowszy album Saor Guardians. Dodając też do tego odrobinę ducha walki i dumę z dziedzictwa kulturowego, mamy niemal pełen obraz materiału Andy’ego Marshalla.

Pomimo obecności wokalu i tekstów, Guradians jest przede wszystkim materiałem instrumentalnym. W tej warstwie przekazywanych jest najwięcej emocji, obrazów i samej historii. To wszystko rysują właśnie melodie tworzone przez linie gitar oraz perkusji, jak i typowo folkowe instrumenty: dudy, skrzypce, bodhrán (irlandzki bęben obręczowy – jak podpowiadają internetowe źródła). Dźwięki są o wiele bardziej żywe niż na Aura. Wszystko za sprawą zaangażowania się muzyków sesyjnych. Choć Marshall na poprzedniej płycie poradził sobie naprawdę dobrze, to jednak nawiązanie współpracy wyszło mu – ale przede wszystkim nowej płycie – zdecydowanie na plus.

Osobiście wsiąknęłam w muzykę na płycie dopiero od epilogu The Declaration przy duecie gitarowo-skrzypcowym, jednak to Autumn Rain przekonał mnie ostatecznie swoim kojącym początkiem, do którego po chwili dołącza perkusja z marszowym rytmem i pięknie „zawodząca” gitara. Po dwóch dość szybkich i agresywnych numerach, taka chwila wyciszenia i oddechu jest jak znalazł. Mimo że w późniejszym fragmencie znów następuje przyspieszenie, to nadal słuchacz jest wiedziony głównie melodią gitary prowadzącej. Czarujący jest też motyw prawie czysto folkowy z chórem i ludowymi instrumentami dętymi. Już w tym momencie można odpłynąć w wyobraźni do krajobrazów Highlands. Kolejny Hearth nie pozostaje dłużny swojemu poprzednikowi. Zwraca uwagę bardzo udanymi harmoniami skrzypiec i perkusji oraz męskim podniosłym chórem. Charakter utworu został też ładnie ujęty w akustycznym fragmencie. I zamykający GuardiansTears of the Nations – chyba najbardziej ze wszystkich oddaje szkocką, folkową nutę, a dudy są tu najwyraźniej wyeksponowane. Szkoda, że tylko w jednym i to końcowym kawałku.

To utworowe trio jest swoistą esencją tej płyty. Black metalowe motywy są odpowiednio podszyte ludowym brzmieniem w tle. Jednocześnie nie brakuje klimatycznych fragmentów, które pozwalają zupełnie oderwać się od rzeczywistości.

Co na nowym wydawnictwie Saor nie do końca zadowala, to wokale. Odniosłam wrażenie jakby growl, a właściwie krzyk, w momentach, w których pojawia się na płycie był ukryty za ścianą dźwięków i nie mógł się przez nią przebić. Drugi minus za trochę dłużący się i mało ciekawy kawałek tytułowy. Słuchałam go wielokrotnie, ale za każdym razem nie wywoływał u mnie żadnych emocji. Po prostu jest poprawny i otwiera album.

Guardians przynosi trochę świeżości w postaci żywych instrumentów ludowych, natomiast nadal jest to trzymanie się utartych blackowo-folkowych schematów. Nie mam jednak wątpliwości, że Marshall potrafi w każdym skomponowanym dźwięku zamknąć historię Szkocji, ból, tęsknotę, ale jednocześnie radość i piękno północnych krajobrazów tego kraju. Warto się udać z nim i muzyką Saor po raz kolejny w tę sentymentalną podróż.

Ocena: 7/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , , .