Satarial “Blessed Brigit” (2016)

Gdybym mogła wymienić choć jeden zespół pochodzący z Rosji, który byłby w moim guście, odpowiedź przychodzi z trudem, bo jak na razie zdecydowanie lepiej wychodzi czerpanie inspiracji ze wschodu przez europejskie grupy, niż te z ojczyzny Dostojewskiego. Mając w ręku płytę Satarial (Satanath Records), nienagannie wydaną – ot, prosta i wyważona okładka – spodziewałam się jednak lepszej propozycji muzyki. Sprawdzam.

Trzonem zespołu Satarial jest Lord Seth, odpowiedzialny zarówno za teksty, jak i muzykę – z wykluczeniem numeru Horned God. Blessed Brigit – tak zatytułowany jest krążek –zawiera sześć kawałków trwających około 40 minut. Na wejściu wita nas Manifest of Paganism, utwór, który wywołuje u mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony wyraźna inspiracja Bathory w sekcji rytmicznej, z czasów Hammerheart (warto było odświeżyć sobie tego nieśmiertelnego klasyka), a z drugiej pojawiający się koszmarnie modulowany lament. Nie chcąc przekreślać piosenki przez jeden nieudany dodatek, próbuję wyłuskać, co dobre, jednak próba oddzielenia tych elementów nie kończy się powodzeniem. Pomijając ten defekt, hardy wokal Lorda Setha ocieplony został śpiewem białogłowych i syntezatorem imitującym piszczałki, wplecionym w utwór. Manifest of Paganism, jak przystało na wykonawców pagan/folk metalu, napisany został w ich rodzimym języku. Kolejny Horned God pozostawia dosyć miłe wrażenie, zasługa tego stanu to użycie wiolonczeli i znów wokal Lorda Setha, który melorecytuje chrapliwym, zmęczonym głosem, za wyjątkiem refrenów. W całości jednak panuje chaos, wielość zmian tempa, kosmiczne brzmienie syntezatorów i śpiew niewiast , no nie. Chaos – taką nazwę również nosi kolejny utwór. Doprawdy zastanawiające jest przeładowanie owego utworu, wyglądające na zlepek tego, co zostało poprzednio nagrane, przetrawione i zaadaptowane pod nowy kawałek. Yarns of Fate sprawia wrażenie jakby był muzycznym przedstawieniem filmu akcji. Szybkie partie równoważone są kobiecym śpiewem, ale do równowagi w tym utworze bardzo daleko. Obiecująco zapowiada się natomiast kończący Blessed Brigit, chociaż tu spotykam się z ograniczeniem użytych instrumentów. Rozpoczynający się od zadęcia w róg, dalej prowadzi nas przez ciąg uderzeń w bębny, i to one grają tu główną rolę.

Satarial, będący na scenie nie od wczoraj, podaje nam niezbyt wyszukany album. Zawsze natykając się na zespoły, które tworzą w takiej stylistyce, oczekuję, że pogański duch zagości w ich muzyce, nic jednak się takiego nie stało, pomimo zastosowania naprawdę ciekawych instrumentariów, jak liry korbowej czy rogu. Całość brzmi dosyć tanio, żeby nie powiedzieć jarmarcznie. Nagromadzenie różnego pochodzenia dźwięków na pewno może przyprawić o zawrót głowy. W muzyce, jak i innych dziedzinach, warto czasem stosować się do zasady „im mniej, tym lepiej”.

Ocena: 4/10

Tagi: , , , , , , , .