Saxon – “Destiny” (1988/2018)

Przyszedł czas na ostatnią pozycję z serii reedycji dyskografii Saxon z lat 80. Destiny to pierwsza płyta Brytyjczyków, która wyszła za mojego życia, mianowicie w roku 1988. Na albumie pojawia się dwóch nowych członków. Są to basista Paul Johnson (na poprzedniej płycie bas obsługiwał sam Biff Byford) oraz perkusista Nigel Durham. Obaj nie zagrzali długo miejsca w Saxon.

Desiny zdaje się z jednej strony próbą powrotu do heavy metalowej przeszłości Saxon, z drugiej zaś muzycy zachowują się, jakby nie bardzo chcieli całkowicie zrezygnować ze stylu znanego z Rock The Nations. Efekt można opisać staropolskim przysłowiem „ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra”. Ale po kolei.

Na początek grupa prezentuje cover Christophera Crossa pod tytułem Ride Like A Wind. Biff Byford i koledzy doprawili ten utwór rockowymi przyprawami oraz polali go heavy metalowym sosem, nie pozbawiając pierwotnej przebojowości. Jest to też zdecydowanie najlepszy utwór na tym albumie. Sami chyba przyznacie, że gdy najjaśniejszym punktem płyty jest przeróbka cudzego utworu, to chyba najlepszej opinii tej płycie nie wystawia.

W pozostałej części albumu zespół dalej zdaje się dalej zapatrzony w Amerykę. Weźmy chociażby kolejny Where The Lightning Strikes z chóralnym refrenem. Sporo ze stylu AOR znajdziemy w balladach I Can’t Wait Anymore (tego kawałka nie powstydziłyby się Bon Jovi oraz Poison), Song For Emma oraz w nieco bardziej dynamicznym We Are Strong. Jak już wspomniałem, jest jeszcze druga strona albumu zawierająca bardziej heavy metalowe oblicze grupy. Pojawia się ono na przykład w For Whom The Bell Tolls (nie, to nie cover Metallicy) oraz w Jericho Siren. Jednak od twórczości Saxon z pierwszej połowy lat 80. dzieli je przepaść.

Jako bonusy otrzymujemy alternatywne wersje I Can’t Wait Anymore, Ride Like A Wind oraz For Whom The Bell Tolls. Ponadto koncertowe wersje Rock The Nations, Broken Heroes i Gonna Shout.

Destiny często jest wymieniana jako najsłabszy album w dorobku Saxon. Nie jest to pogląd pozbawiony podstaw. Słuchając albumu, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z zespołem będącym w fazie wypalenia, nie mającego pomysłu na kształt swej płyty. Mimo to myślę, że fani grupy dzięki tej reedycji, odświeżą sobie pamięć.

Ocena: 5,5/10

Tagi: , , , , , , , , .