Schammasch -“Triangle” (2016)

Chyba każdy zna to uczucie, gdy przekopując pół internetu w poszukiwaniu muzyki, która chociaż na chwilę zainteresuje słuchacza, doznaje frustracji, nie znajdując nic ciekawego. Na szczęście poza ogromem bardzo przeciętnych wydawnictw pojawiają się perełki warte uwagi. I tak dzieje się z wydaną przez Prosthetic Records płytą Schammasch Triangle, która premierę miała w kwietniu 2016r., i jest to trzecia płyta w dorobku Szwajcarów określanych mianem tytanów avant-garde metalu.

Na początek kilka słów na temat niecodziennej oprawy wydania. Zamieszczone zarówno na okładce, jak i w środku zdjęcia wykonała fotografka Ester Segarra, współpracująca ostatnimi czasy z Bloodbath oraz Destroyer 666. Cóż w tym dziwnego – pomyślicie, jednak na tle większości okładek wyróżnia się prostotą, ale też ukazaniem piękna ludzkiego ciała, konkretnie męskich aktów w różnych konfiguracjach, pozbawionych wulgarności.

Wydanie podzielono na nagrania zamieszczone na trzech płytach. Pierwszy krążek – Process od dying rozpoczyna się instrumentalnym Crepusculum, zresztą jednym z lepszych na płycie, które z powodu słabo widocznego rozgraniczenia następujących po sobie utworów potraktować możemy jako intro do Father’s Breath. Dźwięki gitary rozdzielane są krótkimi momentami ciszy, jedynie tło wspierane jest przez stonowaną perkusję. Dla Schammasch charakterystyczne jest zarówno brzmienie, jak i głos Christophera Rufa – na wcześniejszym Contradiction nieco astmatyczny, jednak na Triangle stwierdzam poprawę techniki. W tekstach poruszane są takie tematy jak cierpienie, życie i śmierć, światło i ciemność. Kolejny utwór Consensus, podobnie jak inne utwory nieinstrumentalne, charakteryzuje się szorstkością i zbrudzeniem dźwięków, bez wyraźnie zaznaczonej melodii, jednak im bliżej końca, tym bardziej zróżnicowany staje się utwór, przetykany wysokim, męskim, nieco chóralnym głosem i pulsującymi uderzeniami w bęben, a na zakończenie znów mocniejsze uderzenie i przyspieszenie tempa. Następnie Metanoia pochodząca z drugiego krążka – Metaflesh -energiczne uderzenia i rezygnacja z growlu, lub raczej charczącego wokalu, na rzecz śpiewu i melorecytacji. W połowie pojawia się gitarowe solo, które wydaje się granicą między częścią bardziej żywiołową a majestatyczną, zabarwioną okultyzmem. Kolejny Above the Stars of God to moim zdaniem najlepszy z całej płyty utwór, na wstępie piękna melodia gitary prowadzącej, następnie potężny krzyk, i oczywiście masywna, równolegle – a może nawet wybijająca się ponad resztę instrumentów – perkusja. Trzecia część zatytułowana The Supernal Clear Light of the Void składa się z czterech instrumentalnych kawałków, w stylistyce muzyki Bliskiego Wschodu, jak np. Maelstorm czy Cathartic Confession, z charakterystycznymi smutnymi wokalizami.

Muzyki Schammasch nie można jednoznacznie zaszufladkować. Nie jestem w stanie obrazowo stwierdzić, dlaczego akurat trafia w gust – mój czy innych słuchaczy. Duchowość, którą wyczuwam w muzyce i w formie kreacji może świadczyć o prawdzie w ich twórczości, nie zaś o próbie dopasowania się do mody.

Ocena: 9,5/10

Tagi: , , , , , , , .