Serpent Seed – “Death and Decay Considerations” (2019)

Po pięcioletniej przerwie Serpent Seed wracają ze swoim drugim albumem. Następca wydanego w 2014 roku Debris of Faith różni się od niego właściwie tylko składem (zmiany na wokalu oraz na perkusji, ponadto doszła jeszcze jedna gitara) oraz wydawcą (Death and Decay Considerations został wydany przez Old Temple Records), to co najważniejsze zostało niemalże bez zmian.

Nadal mamy więc do czynienia z prostą, brutalną, antychrześcijańską blackowo-deathmetalową jazdą, podczas której naprawdę sporo się dzieje. Choć od pierwszych dźwięków otwierającego krążek Burning Temples of Dead God zespół atakuje słuchacza furiackim blackowym wybuchem, pokazując od razu swoje dewastacyjne możliwości, to nie zawsze będą one na pierwszym planie. Serpent Seed bowiem często zwalnia tempo, niekiedy romansując wręcz z doom metalem, przez co nie pozwala słuchaczowi się nudzić. Przyznam jednak otwarcie, że tak jak na ogół jestem wielkim fanem tego typu zabiegów oraz drastycznych zmian tempa w obrębie jednego numeru, tak Serpent Seed zdecydowanie lepiej wypadają w tych bardziej ekstremalnych i szalonych fragmentach, które dzięki fenomenalnemu brzmieniu krążka nabierają dodatkowej mocy.

Muzykom nie można wiele zarzucić. Wokal Balroga jest odpowiednio brudny, lecz na tyle czytelny, aby bez wpatrywania się w książeczkę dało się wyłowić nie tylko słowa, ale niekiedy nawet całe zdania; Paweł Drozd maniacko katuje swój zestaw perkusyjny, a gitarzyści tną aż miło, całosć jak już wspomniałem brzmi znakomicie. Album prawie doskonały?

Doskonały może nie, ale na pewno bardzo dobry. Słucha się go z niekłamaną przyjemnością, aczkolwiek odrobinę brakuje mi tu tej blackowej chwytliwości, również niewiele kawałków zapada w pamięć (po kilku odsłuchach zapamiętałem jedynie fenomenalny The Pleasure of Cruelty oraz kończący krążek The Ritual). Nie da się też ukryć faktu, że dosyć sztywne trzymanie się gatunkowych ram wychodzi kapeli odrobinę bokiem – bądźmy szczerzy, na rynku znajdziemy całe mnóstwo wydawnictw brzmiących podobnie do Death and Decay Considerations, które jednak potrafią czymś zaskoczyć. Tutaj tego zaskoczenia niestety brakuje, a to w zestawieniu z brakiem cenionej przeze mnie chwytliwości sprawia, że mam nieodparte wrażenie, iż mimo całego kunsztu wykonawczego zespołu do ich drugiego longplaya raczej nie będę za często wracał.

Nie oznacza to jednak, że nowe dziecko Serpent Seed nie zasługuje na szansę, wręcz przeciwnie – uważam, że ten krążek znajdzie (o ile już nie znalazł, wszak premiera była kilka miesięcy temu) niemałe grono fanów. Umiejętności tych pięciu Panów nie powinny pozostać niezauważone – ja sam mam nadzieję, że przy okazji kolejnej odsłony ich twórczości kopara opadnie mi po same kostki i zostanie w tej pozycji na długo. Papiery na to przecież mają.

 

Ocena: 7/10

 

Serpent Seed na Facebooku

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , .