Severoth – “When the Night Falls” (2018)

Severoth to jednoosobowy projekt niejakiego Pana Rafalskiego, który odpowiedzialny jest między innymi za Mopok, który znam od dawna i od dawna szanuję. I jakimś dziwnym cudem umknął mi twór Severoth, który na swoim koncie ma już cztery pełnowymiarowe albumy! Szybko więc wziąłem się za ten czwarty, żeby zobaczyć, czy to, co znam spod szyldu Mopoka ujawniło się także i tutaj.

Płyta została wydana przez dobrze znaną wytwórnię Werewolf Promotion, a jedną z wersji jest piękny, limitowany do 30 egzemplarzy drewniany box. Co prawda oczywiście nie ma go już w sprzedaży, ale można pogmerać w internetach. A nuż ktoś sprzeda. Tylko czy warto wydać te 190 złotych?

Album jest długaśny, bo trwa godzinę i dziesięć minut. Zawiera w związku z powyższym aż dwanaście długich kawałków. No, jedenaście, gdyż utwór numer cztery to taki nostalgiczny, ambientowy przerywnik, zagrany wyłącznie na gitarach. Piękny przerywnik, dodam.

Ale nie tylko te dwie i pół minuty są zjawiskiem na When the Night Falls. Atmosferyczny, ambientowy black sączy się z głośników przez cały czas trwania płyty. Z jednej strony zwiewny i delikatny, z drugiej szorstki i ostry. Z każdą kolejną minutą człowiek zatapia się w świecie i opowieści, którą snuje nam Severoth. A opowieść oparta jest na mocnej konstrukcji, pewnych riffach i ustabilizowanej linii melodycznej. Pierwszy plan to oczywiście klawisze i wokal. Klawisze wyraźne i soczyste, za to wokal przytłumiony i nieco rozmyty, za to wyśpiewany na bardzo wysokich tonach i ze średnio czytelną warstwą tekstową. Gitary to oczywiście ściana dźwięku stanowiąca tło dla wspomnianych wyżej ścieżek. To tu, to tam zdarzają się jednak smaczki, kiedy to właśnie gitara nadaje ton całemu przedsięwzięciu. Utwory są do siebie zbliżone tempem, melodyką i konceptem. Wyjątkiem jest (poza wspomnianą „czwórką”) utwór ostatni, który także jest delikatnym tworem ambientowym, zagranym wyłącznie na gitarze (akustycznej) i klawiszach. Tak dla wyciszenia słuchacza.

Z jednej strony album wydaje się klasycznym produktem jak na jednoosobową produkcję. Brak instrumentalnych wygibasów i skomplikowanych solówek. Brak wyraźnych znaczników w poszczególnych utworach i brak pomysłów, które niczym uderzenie w splot słoneczny odbierają dech w piersiach. Tylko czy takie „drogie” świecidełka są potrzebne w tym morzu pięknej muzyki? Ano nie są potrzebne, gdyż w tym przypadku morze jest wyjątkowo malownicze samo z siebie. Ja jestem zauroczony. I klnę pod nosem, że tego limitowanego boxa już raczej nie dostanę. Płyta stała się ozdobą mojej kolekcji, a powinna być oprawiona w równie zdobne pudełko. A tak to jest w limitowanym do 500 sztuk digipacku.

 

Severoth na Fecebooku

Severoth na Bandcamp

Severoth w Encyklopedii Metalu

Ocena: 8,0/10,0

 

Tagi: , , , , , , , .