Skald – “Viking Chant” (2019)

Przyznam, że zawsze ciekawiło mnie, jak różne elementy naszej kultury potrafią się przenikać, wpływać na siebie i odmieniać nasze życie. Nawet jeżeli dany fenomen odciska swoje piętno tylko krótkotrwale, co wiąże się z tymczasową modą czy trendem, to nie ulega wątpliwości, że kultura potrafi namieszać w sercach swoich odbiorców. W ostatnich latach szczególny wpływ na odbiorców zdają się mieć sztuki audiowizualne – seriale i filmy. Pojawienie się w eterze serialu Wikingowie spowodowało wyraźny wzrost zainteresowania kulturą skandynawską, co przełożyło się również na popularyzację muzyki folkowej, opartej o mitologię i wierzenia ludów północy. Francuski zespół SKÁLD jest dobrym tego przykładem.

Nazwa grupy nawiązuje do skaldów i nie chodzi tu o polski pop-rockowy ansambl z lat sześćdziesiątych, a o pierwowzór śpiewających poetów dworskich z czasów wikingów. Z połączenia starodawnych tekstów i muzyki ludowej o nieco uwspółcześnionym zabarwieniu powstała debiutancka płyta Francuzów, Le Chant des Vikings. Trzynaście kompozycji, które trafiło na ten krążek, to podróż w czasie do mroków wczesnego średniowiecza, kiedy to wśród skandynawskich opowieści królowała Edda Poetycka. Tak jak w przypadku oryginalnych skaldów, współcześni ich naśladowcy w głównej mierze skupiają się na ekspozycji tekstów i śpiewu – muzyka stanowi jedynie tło, które z jednej strony jest mniej istotne, z drugiej zaś dodaje poetyckim utworom ekspresji i przenikliwości. Korzystając z tradycyjnych instrumentów, muzycy zrzeszeni w zespole SKÁLD budują nastrojową otoczkę do wokaliz i narracji trójki, która stanowi trzon kapeli. Podobnie jak w przypadku projektu Heilung, tutaj również mamy do czynienia z jednym wokalem damskim, eterycznym głosem Justine Galmiche, a także dwoma męskimi, bardziej gardłowymi stylami śpiewania Pierricka Valence’a i Mattjö Haussy’ego. Wiodące trio SKÁLD bazuje jednak na lżejszej stylistyce i formie podawczej, która będzie bardziej pasować osobom, które nie są przekonane mroczniejszą stroną twórczości Heilung.

Debiutancki album SKÁLD odkrywa przed słuchaczami kilka naprawdę dobrych numerów. Jest na przykład Rún, dzięki któremu w ogóle udało się odkryć francuski zespół. Utwór ten wprowadza słuchacza w swoisty trans, co z resztą mogli stawiać sobie za cel archetypiczni skaldowie. Można tu znaleźć kompozycje, charakteryzujące się bardziej dynamicznym tempem, jak chociażby Valfreyjudrápa czy Gleipnir, a także Yggdrasill. Dla przeciwwagi pojawiają się spokojniejsze motywy w postaci Krákumál i Níu. Podniosłość Ó Valhalla ma na celu wywołać poczucie przynależności do świata wykreowanego na Le Chant des Vikings. Na koniec muzycy odcinają się poniekąd od skandynawskich rytmów, zmieniając język na angielski z twardym francuskim akcentem. Numer Jóga ma w sobie patetyczny, eurowizyjny klimat, który z pewnością zagwarantowałby zespołowi udział w finale corocznej imprezy, na której niejeden kraj był reprezentowany przez grupy łączące folk z popem. Krótko mówiąc, nie jest to najlepszy moment z debiutanckiej płyty SKÁLD.

Jak na stosunkowo młody projekt, francuski SKÁLD poradził sobie z fuzją folku i muzyki współczesnej całkiem sprawnie. Wśród trzynastu utworów z Le Chant des Vikings można znaleźć parę świetnych numerów, które zapadają w pamięć. Jest też parę mniej ekscytujących kawałków, aczkolwiek słuchanie płyty w całości daje poczucie poznania pełnego i zamkniętego świata, w którym wiodące trio czuje się jak ryba w wodzie. Dla niedowiarków jest to dowód, że można nie być bezpośrednio związanym z danym obszarem kulturowym, a jednocześnie z pełną świadomością poruszać się nim. SKÁLD to zatem jeden z ciekawszych debiutów tego roku.

Ocena: 8/10

Vladymir

Tagi: , , , , , , , , .