Social Apathy – “Procreation” (2018)

Niesamowite! Procreation to debiutancka płyta małego, greckiego bandu, a sprawiła, że powyciągałem z półek albumy, których nie słuchałem całe lata i mielę je na okrągło do spóły z Social Apathy, ku uciesze swojej i sąsiadów. Dawno tak skromne wydawnictwo nie sprawiło mi tyle pierwotnej, niemal dziecięcej radości.

O zespole nie wiadomo właściwie nic w sensie biograficznym, wiadomo natomiast, że są zapatrzeni w Skandynawię i składają duży hołd kilku legendarnym, głównie szwedzkim kapelom. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że są to zespoły, które parały się hardcore punkiem i crustem. Wolfpack, Anti Cimex i Disfear to główne skojarzenia, jakie przychodzą do głowy. Ale Grecy stoją w sporym rozkroku – jedną nogą twardo na lądzie okupowanym przez anarchizujące, czadowe bandy, zaś drugą wchodzą w black metalowe piekło. Nie znaczy to, że stawiają dwa różne gatunki obok siebie – bardzo zgrabnie mieszają punkowy czad z brudnym blackiem pierwszej fali i zwykłym, cuchnącym siarką rock’and’rollem. Jeśli tęskniliście za Darkthrone z czasów albumu The Cult Is Alive, szczyptą melodii, punkowym wigorem, brudem, oraz feelingiem i luzem Okkultokrati, to nie można było lepiej trafić.

O ile otwierający album Shut The Fuck Up rżnie z zespołu Fenriza na potęgę i jeszcze trochę, tak już Under Command cuchnie punkiem na kilometr, niosąc przy tym odrobinę wibracji Motorhead. Jednak im dalej, tym więcej miksowania składowych w obrębie jednego numeru. Tu i ówdzie trafi się riff zaczerpnięty z kręgów NWOBHM, czasami lekko zapachnie doom metalem, momentami pojawi się typowo punkowa melodia, utopiona w oparach smoły i alkoholu. I tak aż do kulminacyjnego, zamykającego numer Social Apathy, w którym zespół skondensował wszystkie swoje inspiracje w dziewięciu minutach.

Wszystko to oczywiście już było i to dawno temu, ale elementem wyróżniającym Greków jest wokal, któremu znacznie bliżej do opętanych zawodzeń gardłowego Silencer niż do zwykłego, krzykliwego darcia mordy. Jeśli przy pierwszym odsłuchu może to powodować lekką konsternację, tak w kolejnych trudno sobie wyobrazić inny głos.

Procreation sprawia wrażenie albumu niemal sentymentalnego, bo jak na dłoni widać, kto ma status bogów w oczach naszych bohaterów. Płyta nie wnosi nic nowego nawet do bajki, z której pochodzi, ale daje mnóstwo frajdy i wywołuje natychmiastową chęć sięgnięcia do źródeł i korzeni. A że słucha się jej tak samo dobrze jak wspomnianych wyżej legend? Tym lepiej dla wszystkich.

Ocena: 7,5/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , .