Soundgarden – “Live From The Artists Den” (2019)

Szok, niedowierzanie, zaprzeczenie, wyparcie, łzy – tak pokrótce mógłbym opisać to, co działo się ze mną 18 maja 2017 roku. W dzień, w którym straciliśmy jeden z najwybitniejszych obok Freddiego Mercury’ego głosów w historii muzyki. Czekałem wtedy na ogłoszenie europejskiej trasy Soundgarden bardziej niż kiedykolwiek na gwiazdkę, wręcz modląc się, aby ta nie ominęła Polski, cicho liczyłem na reaktywację Audioslave, którego dyskografia została zamknięta zbyt wcześnie…

Reaktywowane w 2010 roku Soundgarden dwa lata później wypuściło na rynek swój szósty, pierwszy od 16 lat album studyjny. Promująca krążek King Animal trasa koncertowa zakończyła się 17 lutego 2013 roku w teatrze Wiltern – około 2,5-godzinny występ zespołu był nagrywany na poczet serii The Artists Den, jednak stacja PBS wyemitowała jedynie godzinę nagranego wtedy materiału. Życzenia fanów domagających się publikacji całości jednego z najdoskonalszych występów Chrisa Cornella i spółki w końcu zostały spełnione – Live From The Artists Den od 26 lipca jest dostępny zarówno tylko dźwiękowo, jak i w wersji z obrazem (której zakup szczerze polecam – kilkanaście kamer użytych do nagrania występu legend grunge’u zrobiło robotę).

Dwu-i-pół-godzinny set z tamtego pamiętnego wieczoru możnaby określić niemalże jako odegraną na żywo składankę „greatest hits” wzbogaconą o kilka rzadziej granych kompozycji. Oprócz hitów będących stuprocentowymi pewniakami na każdym koncercie zespołu (Spoonman, Fell On Black Days, Blow Up The Outside World, Burden In My Hand, Rusty Cage, Outshined czy grany na bis nieśmiertelny Black Hole Sun) usłyszeć można było również te mniej popularne numery „ogrodu dźwięków” – jako przykłady wymienić mogę chociażby grany pierwszy raz na żywo znakomity Blind Dogs czy mniej oczywiste koncertowe wybory, takie jak New Damage, Ty Cobb, lub rozpoczynający koncert Incessant Mace. Zespół zaprezentował również prawie cały album King Animal, pomijając jedynie Halfway There, Attrition oraz Eyelid’s Mouth.  Poziomowi wykonania utworów niewiele można zarzucić. Kwartet przez znaczną większość czasu spisał się znakomicie i wiernie odwzorował to, co można usłyszeć na ich albumach. Część utworów w wersjach na żywo zaprezentowali jeszcze lepiej i ciężej niż ich studyjne odpowiedniki – sztandarowym przykładem są tutaj fantastycznie wykonany Rusty Cage, znakomite Outshined (walka o niedołączanie się do śpiewającej refren publiczności była niezwykle ciężka), rozbudowana wersja Slaves & Bulldozers wzbogacona o fragment In My Time of Dying Led Zeppelin czy „starocie” takie jak Hunted Down i Flower. Niestety są też utwory, które wypadają znacznie gorzej – tutaj zdecydowanie wybija się Jesus Christ Pose, którego Cornell najzwyczajniej w świecie nie dał rady wyciągnąć, podobny zarzut mógłbym również skierować w stronę Spoonman, choć ten dodatkowo przez brak stukotu łyżeczek (nie żartuję) stracił część swojej wyjątkowości. Nie licząc tych pojedynczych momentów nieżyjący już frontman Soundgarden (momentami wspierany wokalnie przez Matta Camerona oraz Bena Sheperda) był w bardzo dobrej formie, a oprócz śpiewania tak pięknie jak tylko on potrafił zdarzyło mu się zagadać do zgromadzonej w Wiltern publiczności lub rzucić jakiś żarcik – nie wszystkie będą jednak zrozumiałe dla osób, które nie mają dostępu do wersji wideo koncertu (która, podkreślę to jeszcze raz, jest niesamowicie zrealizowana!).

Koncert Soundgarden w teatrze Wiltern można uznać za doskonały – Live From The Artists Den powinno znaleźć się na półkach fanów kapeli, tym bardziej że z powodu nagrywania video na potrzeby serii telewizyjnej do jakości dźwięku wydobywającego się z głośników nie można mieć naprawdę żadnych zastrzeżeń. Jesteśmy tu niezwykle blisko koncertówki idealnej – tym bardziej szkoda, że to wydawnictwo jest w zasadzie jedyną opcją na jako-takie przeżycie koncertu Soundgarden. Cieszmy się jednak tym, co mamy, a mamy rewelacyjny dwupłytowy album koncertowy, który jest przepełniony muzyką z najwyższej półki.

 

Ocena: 9/10

Soundgarden na Facebooku

 


 

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , .