Spaceking – „In the Court of the Spaceking” (2013)

Spaceking to kolejny zespół z Petersburga, który poznałem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Powstała w 2009 roku formacja ma już na swoim koncie dwa albumy, a niniejsza recenzja będzie opisywać ich debiut – In the Court of the Spaceking z 2013 roku.

Kiedy zobaczyłem nazwę tego albumu, nie mogłem przejść obok niego obojętnie. Muzyka, jaką znalazłem na krążku o tak wymownym tytule krąży wokół instrumentalnego stoner rocka, prog rocka i post rocka z nutą lekkiej psychodeli. Mimo że połączenie tych wszystkich gatunków brzmi ciekawie, nie do końca mnie to porwało. Nie twierdzę jednak, Rosjanie się nie popisali.

Za tajemniczo brzmiącą nazwą kompozycji otwierającej Taklamkan kryje się utwór o lekkim zabarwieniu stonera i groove’u. Pojawia się tu jeden z kilku gości na tym wydawnictwie Andrey Romanov, oraz możemy usłyszeć urozmaicenie w postaci didgeridoo. Dzięki dźwiękom tego archaicznego instrumentu numer nabiera kosmicznych, wręcz mistycznych klimatów, które świetnie pasują do tytułu, gdyż jak mi się wydaje, kawałek odnosi się do piaszczystej pustyni zlokalizowanej w Chinach.

Numery na In the Court of the Spaceking w większości są dynamiczne, agresywne, z nielicznymi chwilowymi momentami wytchnienia, jak na przykład zwolnienia rozpoczynające się dźwiękami basu w kawałku Judgement. Z ciekawostek wpleciono tu zapis nagrania wypowiedzi Charlesa Mansona o osądzaniu siebie i innych. Również w Judgement po raz pierwszy usłyszałem tak ciekawe połączenie motywów stoner rocka z elementami post-owymi. Muzyka rozpisana jest na dwie gitary, gdzie każda osobno porusza się w przestrzeni swojego gatunku.

Z kolei warto zwrócić uwagę na brzmienie w kawałku Rosemary, gdzie dzięki wokalom Stasa Gordeev (kolejny gość na tym krążku) całość nabiera jakiejś surowej dzikości. Potężny i zadziorny głos Stasa dodaje ich muzyce tego, czego trochę w całości ostatecznie brakuje. Muzyka instrumentalna musi dla mnie mieć to „coś”, gdyż brak w niej wokalu, także instrumenty muszą wziąć na siebie snucie jakiejś historii. Nie zawsze się jednak to udaje i wtedy zostają po prostu dobre riffy, ale minimum opowieści. Spaceking manewr ten udał się moim zdaniem połowicznie. Raz po raz instrumenty próbują wpleść w muzykę jakąś liryczność, by po chwili zmienić klimat, wprowadzając nowy, zupełnie nie pasujący do poprzedniego. Nie pomogły w tym nawet elektroniczne wstawki w utworach Labyrinth, SpaceKing oraz Stardust, choć to one powinny być najciekawsze.

Wracając do intrygującego mnie tytułu albumu, założyłem, że In the Court of the Spaceking z racji wiadomej sugeruje minimalne nawiązanie do King Crimson (jeśli ktoś kompletnie nie kojarzy, chodzi o pierwszy krążek mistrzów In the Court of the Crimson King). Progresu jest tu jednak zaledwie naparstek, który szybko wychylony pozostawia swojego rodzaju posmak i niesmak – obydwa z tej samej przyczyny. Cała zaś reszta nie do końca rekompensuje to odczucie, które towarzyszy przez cały czas słuchania płyty. Co prawda spodobały mi się pewne patenty, które opisałem wyżej, podobają mi się również konstrukcje co poniektórych riffów, szczególnie wtedy, gdy gitarzyści wplatają w nie motywy bluesowe, ale to jednak nie wystarcza. Album Rosjan prawdopodobnie zaginie gdzieś w mojej bibliotece muzycznej i może po jakichś ładnych paru latach na niego znów trafię. A czy będę miał w ogóle ochotę? Niekoniecznie.

Ocena: 6/10

Spaceking na Facebooku.

[addicted label] na Facebooku.

 

Tagi: , , , , , , , , , .