Srogość – “Umbra Mortis / Nicość” (2016)

Dzień powszedni przynosi ostatnio tyle szokujących informacji, że tylko bardzo wyczekiwana płyta była w stanie odciągnąć mnie od zapoznawania z niusami.

I akurat taka się pojawiła. Kompilacja Umbra Mortis / Nicość Srogości to było to, na co czekałem od ładnych paru miesięcy. Po oszałamiająco genialnym W Szaleństwie wypatrywałem nowego wydawnictwa z wypiekami na twarzy. Z jednej strony prawie pewien, że przebić się tej płyty nie da niczym, z drugiej zaś ciekawy, czy Panowie nie spróbują jednak przejść samych siebie. W końcu krążek trafił w moje łapska, zapuściłem go więc jeszcze w drodze do domu…

Rzadko przeklinam w tekstach pisanych, ale w tym wypadku inaczej się nie da. Tytułem wstępu,  Apostoles of Hate nie da się określić niczym poza krótkim „o-ja-pierdolę”. Ten kawałek bije na łeb całą pierwszą płytę Srogości. Szybki i surowy niczym karabin kałasznikowa, a jednocześnie melodyjny i kojący uszy niczym szum morskich fal. Genialnie wywarzone instrumenty i świetny umiarkowanie growlujący wokal prowadzą nas przez rozpętany przez muzyków żywioł. „Apostołowie nienawiści” to abstrakcyjny do osiągnięcia szczyt muzycznych możliwości człowieka, a jednak dostępny tu u nas na Ziemi. Death of Mine strukturą i tempem przypomina nieco utwory z premierowego długograja. Jest więc ostro i melodyjnie zarazem, pomylić się tego materiału nie da z niczym innym. Styl Srogości jest wyrazisty, Panowie nie poszli jednak w jakieś eksperymentalne dziwactwa. Black metal słyszalny jest równie solidnie na ostatnim, tytułowym utworze Umbra Mortis, tylko jeszcze wyraźniej.

Wilczymi Kurhanami bardzo jednoznacznie rozpoczyna się druga część albumu – reedycja pierwszego demo zespołu z roku 2013, płyty opartej na twórczości Tadeusza Micińskiego, podobnie jak Lucifer z Evanegion Behemotha czy Delirium Tremens z Ballad Kata. Tę podróż w czasie słychać zarówno po surowości nagrań, jak i znacznie purystycznej konstrukcji utworu. Brak tu tej kojącej strony lirycznej, a wokal pospołu z instrumentami zwiększa zawartość srogości w Srogości. W utworach na szczęście ani na sekundę nie można zatracić ich sensu, przekaz jest czytelny i przemyślany. Drugi utwór przebija pierwszy z tej części płyty – w subiektywnym odczuciu – może jest bardziej surowy, a może pasuje mi bardziej linia melodyczna. Zresztą i jedno, i drugie jest w tym utworze świetne. Głębiny duch z jednej strony daje chwilę oddechu, z drugiej wskazuje kierunek, w którym podąża zespół. Kierunek, który tak fenomenalnie ujawnił się w roku 2014. Całość zamyka drugi już utwór tytułowy na tej kompilacji. Nicość Rozścierwiona Od Padołów Aż Do Wyżyn to najbardziej tantryczny utwór na płycie, niemniej pięknie melodyjny i pierwotnie blackowy. Ten numer sprawia, że aż się chce odtworzyć krążek od początku… zwłaszcza że otwiera go ten genialny Apostoles of Hate!

I choć nie udało mi się dojść do tego, czy Umbra Mortis / Nicość jest summa summarum lepsza od W Szaleństwie, to chyba nie ma większego znaczenia. Via Nocturna zafundowała mi taki odskok od rzeczywistości, że nie wiem jak uda mi się teraz do niej wrócić.

Ocena: 9/10

 

Tagi: , , , , , , , , .