Stal’nye Nervy – “Otkroj Glaza” (2016)

W życiu recenzenta raz na przysłowiowy ruski rok pojawia się materiał, który zapowiada się całkiem nieźle, ale w miarę jak wyświetlacz na odtwarzaczu odlicza kolejne sekundy, minuty i numery utworów, człowiek traci kompletnie zapał, z jakim wciskał guzik play. Swoisty niesmak powrócił niczym niechciany koszmar podczas odsłuchu krążka Otkroj Glaza, drugiego studyjnego wydawnictwa rosyjskiej grupy Stal’nye Nervy.

Rzeczywiście, intro do tytułowego utworu, którym muzycy zdecydowali się otworzyć swój nowy album, jest obiecujące. Fajny riff, solowe wejście, dobre łupanie na garach i nagle pojawia się jeden z najbardziej irytujących wokali, jakie przyszło mi słyszeć w ostatnich miesiącach. Instrumentalnie byłaby to całkiem znośna płytka. Dwie gitary elektryczne w poprawny sposób „gadają” ze sobą, wymieniając się riffami i solówkami. Bas robi swoje, a perkusja bez szaleństwa, ale spokojnie wybija pozostałym instrumentom rytm. Wokalista zespołu psuje dobre wrażenie. Facet ma tak skrzekliwy głos, że słuchanie jedenastu utworów z tego krążka to istna droga przez mękę, w wydaniu o wiele bardziej złożonym niż powieść Aleksego Tołstoja. Koleś atakuje zza mikrofonu takimi kogutami, że przy nim nawet o Tomaszu Beksińskim można powiedzieć, że był obdarzony głosem radiowym. Do tego wokalista nie jest w stanie wyciągnąć wysokich dźwięków, a usilnie raz po raz wędruje na ten zakazany teren, przeznaczony tylko dla śpiewaków o zdecydowanie większych możliwościach wokalnych. O matko. Jak by tego było mało, nie polecam wsłuchiwać/wczytywać się (niepotrzebne skreślić) w teksty piosenek. Z jednej strony kapela śpiewa o konieczności zaprzestania walk, gdyż wszyscy ludzie powinni być dla siebie przyjaciółmi, a nie wrogami. Potem ci sami pacyfiści męczą wora o przygotowanie oręża. Gdzie tu sens? Metal z przesłaniem zamienia się w metal z konaniem.

Da się w ogóle do czegokolwiek porównać muzykę Rosjan? W sumie to taki typowy heavy metal z pouczającą treścią, co jakiś czas przechylający się delikatnie w stronę power metalu. Na myśl przychodzi mi stylistyka Judas Priest z ich najgorszego okresu, Jugulator. Stal’nye Nervy, Ludwiku Dorn i Sabo, nie idźcie tą drogą!

Ocena: 3/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , .