Steel Inferno – “Aesthetics Of Decay” (2016)

Steel Inferno to młody heavymetalowy zespół z Kopenhagi, który dotychczas wydał singiel i demo. Płyta Aesthetics Of Decay to ich pełnoprawny, długogrający debiut, świeżuteńki jeszcze. Warto jednak dodać, że skład kapeli jest międzynarodowy, a za bębnami znajdziemy Krzysztofa, polskiego perkusistę. Z pozoru nie dostajemy nic ciekawego. Surowa grafika na okładce może nie przykuć naszej uwagi, takiż miks (choć to może częściowo wina jakości Mp3, które dostałem do recenzji) niektórym nie wyda się dość mocny i czytelny. A poza tym to jedynie lekko podrasowany heavy metal, który każdy słyszał w tysiącach różnych odsłon i zapewne zdążył się już nim znużyć niejednokrotnie.

No właśnie, niby z pozoru płyta Aesthetics Of Decay nie zapowiada mocnych wrażeń, mimo to intryguje. Dlaczego? Decyduje chyba o tym szczerość przekazu i nośne pomysły muzyczne. Niby zespół brzmi w oldschoolowy sposób i kłania się nisko latom 80., a jednak nie słychać w tym jakiegoś koniunkturalizmu i fałszu. Ich piosenki nie są wymuszone – nie mamy wrażenia, jakby nowa, młoda kapela siliła się na styl sprzed dekad. Oni go czują. Muzycy Steel Inferno w naturalny sposób zawarli w swej twórczości ten niepokorny pierwiastek, typowy dla początków sceny spod znaku N.W.O.B.H.M. i rodzącego się thrashu. Wolę to, niż wymuskane, współczesne produkcje metalowe, gdzie forma ważniejsza jest od treści.

Zespół serwuje nam zatem proste, nośne, brudne, ale nie toporne heavy/speed metalowe riffy, które od razu wpadają w ucho (Aesthetics Of Decay, Infernal Steel Brigade). Ewidentnie muzyka Steel Inferno nabiera w niektórych kawałkach thrashowej mocy i szybkości – wystarczy posłuchać The Civil Serpent albo City Lights. W Defender Of The Old Way zespół brzmi jak kroczący śmiało na bitwę rycerze metalu. Nie brak tutaj całkiem nośnych refrenów i szczypty melodii, nigdy jednak nie słodkiej i mdłej (Magic Sword). Kawałki kapeli zyskują na silę, gdy pojawiają się zmiany tempa i intrygujące zwolnienia, które brzmią mocarnie (Merciful Slayer). Dismanting Fixed Positions z kolei, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu, pobrzmiewa momentami Metalliką z czasów Ride the Ligthning – a że to chyba moja ulubiona metalowa płyta, należy odczytać podobne porównanie, jako komplement.

Oczywiście można powiedzieć, że Nihil Novi w kwestii metalowego grania, a produkcja nie brzmi jak „milion dolarów”. Ktoś może się też boczyć, że świeża kapela wałkuje dawne patenty. Ale Steel Inferno robi to z zacięciem, zadziornością, w sposób naturalny. Fajnie krzyczy nam i śpiewa wokalistka imieniem Karen (unikając nadmiernych wokalnych wygibasów), dobrze brzmi sekcja, a gitarowe riffy mają w sobie odpowiednią nośność. Całość stanowi jakiś ciekawy koncept. Nie oznacza to jednak sterylności, technicznego wymuskania, wirtuozerii dla popisu. Ale tego chyba Steel Inferno – i słuchaczom również – nie jest potrzebne do szczęścia. Choć wielu osobom takie podejście może się nie spodobać. Zadowolić jednak wszystkich nie można.

Ocena 7.5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku: https://www.facebook.com/steelinferno666

 

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , .