Steingrab – “Atlantis” (2019)

Są na tym świecie muzycy, których przypisano do nurtu atmosferycznego black metalu, jednak ich muzyka zdaje się całkowicie przeczyć takiemu kategoryzowaniu. Że wolniej, niż szybciej? Że zapętlające się, rozbudowane motywy? Że klawisze? Owszem, ale chyba najważniejszy aspekt, który powinien być brany pod uwagę, to umiejętność wykreowania ciekawej, spójnej, przenikającej słuchacza klimatycznej aury. Do takich twórców należy Mahr, człowiek, który samodzielnie dowodzi projektem Steingrab. Atlantis to czwarty album pod tym szyldem, wywodzący się w prostej linii ze starej, europejskiej szkoły blacku.

Jeśli upierać się przy atmosferycznej odmianie gatunku, to wydźwięk Atlantis w pełni wpisuje się w jego dowolne definicje jednocześnie stojąc doń w opozycji. Przede wszystkim brzmienie – bardzo gęste, smoliste, surowe, nieodległe od dociążonego gruzem death metalu. Stojące jakby w rozkroku pomiędzy dwoma gatunkami, ale im dalej w las, tym więcej czerni potęgującej klimat. Nie ma tu lasu ani gór, nie ma krypty, nie ma skandynawskiego hołdowania mocom piekielnym. Steingrab prowadzi muzykę w nieokreślone, niezbadane i obce rejony – wyziera z tych dźwięków dziwna pustka, mimo całego bogactwa riffów i wszelkich, dobrze zamaskowanych pod ścianą gitar klawiszowych plam i przeszkadzajek. Klasycznie pojmowana atmosfera pojawia się w połowie utworu tytułowego, gdzie akustyczne plumkanie bierze górę nad mordującą elektroniką. Przeszywające grozą, grobowe dźwięki wieńczą króciutki Regen, który wydaje się pomostem między kilkoma pierwszymi , bliżej niezdefiniowanymi utworami a dalszą częścią, w której piekło miesza się z kosmosem. Riffy są jeszcze bardziej zagęszczone, a poza-gitarowe ozdobniki niosą głuche, czasami wręcz puste dźwięki, które sprawiają, że muzyka niemal lewituje nad głową, a atmosfera staje się maksymalnie przytłaczająca.  Mam wrażenie, że twórca słuchał sporo portugalskiego Defuntos i postanowił wpleść cmentarne odgłosy w swoją brutalną, rozciągniętą, czarną opowieść.

Oczywiście nie ma tu mowy o żadnej przebojowości, niech nikt się nie łudzi, że po pierwszym odsłuchu zapamięta jakieś motywy. Na to nie ma szans, ale nie ma też możliwości, aby nie zostało poczucie obcowania z czymś niecodziennym, żeby nie powiedzieć – oryginalnym, zmuszające do kolejnych odsłuchów. Ten album należy dawkować sobie powoli, z całym ceremoniałem, towarzyszącym uważnemu obcowaniu z muzyką. Dopiero wtedy można łowić smaczki, nietypowe zagrania, klimatyczne wstawki i konfrontować je z black metalową powłoką.

Ocena: 7/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Latest posts by Rafał Chmura (see all)

Tagi: , , , , , , , , .