Stillbirth – “Annihilation of Mankind” (2018)

Ostatniego dnia sierpnia, na uciechę wszystkim przedszkolakom i licealistom, zrozpaczonym nieuchronnie zbliżającym się widmem facetki z przyry, ukazał się piąty pełnograj niemieckiego Stillbirth. Przy okazji można twierdzić że to w zasadzie nowy początek, całkowicie na poważnie. Historia ostatnich splitów, przejście pod skrzydła Unique Leader Records, a nawet nadziany na patyk łeb żaby z ostatniego longplaya na okładce: wszystko wskazuje na to, że Stillbirth skończył się bawić.

Faktycznie, chłopaki dali już spokój z głupkowatą stylistyką i tekstami o rodzicach co to wyglądają jak rodzeństwo, przestali dodawać wydumane rapowanki, wymienili lwią część składu i nagrali grube czterdzieści pięć minut niewybaczającego jak pierwszy września, monstrualnego brutal death metalu wymieszanego z slamming deathcorem. Efekt jest naprawdę kozacki i przyjazny użytkownikowi. Zaczynając od pełniącego funkcję intra Fictional Entertainment niemiecka ekipa bardzo udanie nakręca słuchacza. Od razu wkręciłem się w tę mieszaninę biczowania i zrzucania po schodach, a różnorodność zagrywek jeszcze bardziej przykuwa uwagę. Dużo tu brutal deathmetalowych, dzikich szturmów w akompaniamencie blastbeatów, gęsto też od groove’owych zwolnień z zakresu hardcore/deathcore. Technikaliów i melodyjności także nie brakuje, a w moim mniemaniu użyto ich właśnie w stopniu idealnym, urozmaicając treść i jednocześnie nie zmiękczając jej. Czasami też zdarzy się podrasowanie danego momentu cyfrą. Spokojnie, efekty takie są nieinwazyjne i przysparzają tylko dodatkowego smaczku, który na takim Firststrike (końcowy breakdown, łamiący żebra nawet bez efektów) albo Hypnotized By Lies (obłędne zabawy kanałami) skutecznie podkreśla cały kawałek.

Problemem Annihilation of Mankind jest długość trwania. O ile na początku pogrom cieszy serce i ucho, o tyle w okolicach ósmego (na dwanaście) numeru powoli zaczynałem mieć już dość. Trochę winy ponosi też rozstaw kawałków. Pierwsza część jest dużo bardziej intensywna i zróżnicowana. W porównaniu z Psychological Manipulation albo Torturized, następne numery brzmią dużo spokojniej. Więcej tam deathcore’u, mniej łamańców i chaosu, przez co jest też zwyczajnie nudniej. Nie, żeby były to złe strzały, ale pierwszej części nie dorównują, a nie zapominajmy że pojawiają się w okolicach dwudziestej piątej minuty. Jak dla mnie, sieka tego poziomu powinna się wtedy już kończyć. Sytuację nieco ratuje ostatni Annihilation of Mankind, który działa jak przysłowioy kop na drogę, ale do tego czasu zdążyłem się już porządnie zmęczyć.

I to nawet przy psychopatycznie ostrym brzmieniu. Mięso z gitar wręcz ścieka i odpada, bas chrzęści jak te ocierające się o siebie kręgi i żebra, perkusję czuć trochę syntetyką, ale podkreśla to tylko brutalność dźwięku, a wokalista nie omieszka ani zakwiczeć, ani zabulgotać. Do tego każdy z panów nie ma problemów z zagraniem bardziej skomplikowanych partii. Produkcja i technika na pierwszorzędnym poziomie.

Stillbirth nagrało płytę naprawdę dobrą. Od pewnego momentu męczącą nawet dla weterana rzeźni, ale nic nie stoi na przeszkodzie by serwować ją w mniejszych dawkach. W końcu nie trzeba ich uznawać za guilty pleasure.

Stillbirth na Facebooku

Ocena: 8,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .