Stille Volk – “Milharis” (2019)

Czasem, kiedy łapię się na dość żałosnych rozważaniach, że nie samym metalem człowiek żyje i tak dalej, przychodzi ochota na coś naprawdę innego. Na przykład na coś, co brzmi jak metal, a jednak nim nie jest. I tu z pomocą przychodzi francuski zespół o niemieckiej nazwie, który tak właśnie gra – metal, jednak za pomocą całkowicie niemetalowych środków wyrazu.

Stille Volk oscyluje w klimatach bardzo szeroko rozumianego neofolku, ale darujmy sobie nikomu niepotrzebne nazewnictwo. Jeszcze nie wiem jak prezentuje się ich wcześniejsza twórczość, ale Milharis, czyli siódma już płyta francuskiej ekipy, to niemal czyste średniowiecze. Muzyka bez trudu uruchamia wyobraźnię i przywodzi na myśl obrazki z wesołego jarmarku, umiejscowionego między zamkiem a katedrą, na przykład u podnóży Pirenejów. Zespół sięga po niezliczoną ilość brzmień epoki, często generowanych za pomocą tradycyjnych instrumentów. Układ piosenek jest niby klasyczny, ale ma w sobie specyficzny posmak bardowskich bajań. Może to efekt dźwięków serwowanych przez liry, harfy i bałałajki z niezwykłym zachowaniem przestrzeni. Ta jest naprawdę przepastna, momentami trudno oprzeć się wrażeniu, że album był nagrywany na wolnym powietrzu.

Album robi równie wielkie wrażenie pod kątem kompozycyjnym. Niby są to piosenki, ale bogactwo różnych motywów, nawarstwienie efektów i przemyślanych pod każdym względem przeszkadzajek czasami daje efekt obcowania z muzyką barokową. Stille Volk przemyca mnóstwo wielobarwnych pasaży, i co ciekawe, udaje im się to bez przesadnego nawarstwienia poszczególnych składowych. Francuzi chyba doskonale wiedzą, że w takiej stylistyce łatwo przesadzić, a prawdziwa sztuka polega na niezagraniu pewnych rzeczy, pozostawiając ich uzupełnienie wyobraźni słuchacza.

Zdążyłem się już przekonać, że są ludzie, którzy postrzegają muzykę Stille Volk jako akustyczną, folkową odpowiedź na black metalowe kapele spod znaku Summoning. W pewnym sensie coś w tym jest – na pewno oba zespoły łączy talent do generowania odpowiedniego klimatu, a to już całkiem sporo. No i punkt wyjścia, zakorzeniony w średniowiecznej, bajkowo-fantastycznej atmosferze muzyki dawnej, przy czym Stille Volk niesie więcej emocji i zwyczajnej prawdy. Jak to w szczerym metalu, który metalem nie jest. Blisko im do purystycznego uprawiania obranego pola zainteresowań, ale pozwalają, by w ich żagle wiał też wiatr nowoczesności.

Niepokojące, niebanalne, bardzo chwytliwe, czyste, inne. To naprawdę wspaniała płyta. Bardzo potrzebna, również jako papierek lakmusowy na zatwardziałych, metalowych prawdziwków, szukających przede wszystkim klimatu.  

Ocena: 8/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Latest posts by Rafał Chmura (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .