Stoned Jesus – “From the Outer Space”(2019)

Gdy ponad dziesięć lat temu Igor Sydorenko zakładał Stoned Jesus, raczej nie mógł się spodziewać, że jego kapela w całkiem przecież krótkim okresie czasu stanie się uznaną marką w stonerowym półświatku. Cztery świetne albumy, mnóstwo hitów na koncie… Oj tak, Stoned Jesus zdecydowanie ma już ugruntowaną pozycję na scenie. Z okazji dziesięciolecia istnienia zespołu jego założyciel postanowił zrobić mały prezent dla swoich fanów i wydał kompilację pierwszych dem swojego zespołu, z właściwym sobie urokiem opisując promujący ją The Sweet Whore of Babylon jako „nie arcydzieło”. Oj panie Sydorenko…

Najprościej mówiąc, From the Outer Space to coś dla ludzi, których fanatyzm względem Stoned Jesus można by postawić na jednym stopniu podium z fanatycznymi wyznawcami każdego innego kultu i tyle dobrze, że właśnie dla takich ludzi zostało ono przeznaczone. Jako psychofan pewnie słuchałbym albumu przyjemnością, ale niestety jestem “tylko” człowiekiem lubiącym tę kapelę, któremu przebrnięcie przez te 48 minut kiepsko brzmiących i niezbyt porywających demówek momentami sprawiało niezwykły trud.

Są fragmenty, w których można dosłyszeć to, co prawdopodobnie wysłyszała osoba, która zaoferowała chłopakom szansę na promocję. Chociażby taki Eastern Magic, który mimo tej okropnie surowej produkcji potrafił za pomocą doomowo-sludge’owych riffów oraz kilku orientalnych zagrywek na kilka chwil zainteresować – i jest zdecydowanie najjaśniejszym punktem (a może jedynym jasnym?) całego wydawnictwa, i to pomimo, że wokal Sydorenki jest tu zbyt siłowy, zwykłemu śmiertelnikowi ciśnienie najprawdopodobniej w połowie utworu rozsadziłoby czaszkę. Albo kibel (polecam jakiś dobry lek na zaparcia).

Niczego dobrego nie mogę powiedzieć o instrumentalnym The Sweet Whore of Babylon. Jest to pierwszy utwór nagrany przez zespół i daje on młodym zespołom nadzieję, aby zawsze próbowali spełaniać swoje marzenia – nieważne jak nędzne są ich początki. Tutaj mamy sześć minut nudy i perkusję często kłócącą się z rytmem. Mało porywający jest również Insatiable King, w którym do nudnego grania dołączone są okropne wokale Igora. W porównaniu z tymi dwoma abominacjami dużo lepiej wypadają dema Occult oraz Black Woods, które nawet w takiej surowej i pierwotnej wersji wciąż brzmią, pokuszę się o stwierdzenie, jak coś, co w swojej piwnicy mógłby znaleźć któryś z oryginalnych członków Black Sabbath. Ten drugi nie różni się zbytnio od tego, co można było usłyszeć na wydanym w 2010 roku The First Communion, inaczej z tym pierwszym – drobne zmiany w wokalu oraz zastąpienie nasączonego chrześcijańskim przesłaniem przemówienia eksperymentalnymi dźwiękami będą stanowić nie lada ciekawostkę dla najwierniejszych fanów kapeli.

Podobnie zresztą jak całe From the Outer Space. Nie oszukujmy się, osoba „tylko” lubiąca zespół z Ukrainy nie ma szans bawić się przy tym dobrze. Takie też było zamierzenie mózgu zespołu – udostępnić jego największym fanom kartkę z historii. Po spędzeniu godziny z tym wydawnictwem nabrałem do Pana Sydorenki jeszcze większego szacunku, ponieważ dopiero teraz mogłem zobaczyć, jak ogromny nakład pracy został włożony w to, aby Stoned Jesus osiągnęło na muzycznym rynku taką pozycję, jaką ma w tej chwili.

Co jednak nie zmienia faktu, że obcowanie z tym wydawnictwem do przyjemnych nie należało.

 

Ocena: 4.5/10

Stoned Jesus na Facebooku

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , , .