Súl ad Astral – “Oasis” (2018)

W życiu lubię ciekawe wyzwania. Zawsze staram się podnosić sobie poprzeczkę i poświęcać się nowym zadaniom. W przypadku odkrywania nowej muzyki bywa to jednak dość skomplikowany proces. Nie znając danej grupy, kierując się jedynie opisem ich twórczości można albo potwierdzić swoje oczekiwania, albo też niemiło się rozczarować. W przypadku post-black metalowego zespołu Súl ad Astral moją uwagę przykuło pochodzenie muzyków – chyba nigdy nie było mi dane recenzować muzyki z Nowej Zelandii. Nie mogłem odmówić sobie przyjemności zapoznania się z tym projektem.

Rozwijając moją myśl o odkrywaniu nowej muzyki, kiedy opierasz się na samym opisie kapeli, to nawet fakt, że kompozycje są zwykle przypisane do jednego lub więcej gatunków, wcale nie musi oznaczać ciasnego zaszufladkowania konkretnego zespołu. Nowozelandzki Súl ad Astral to twór niejednoznaczny, co duet udowadnia na swojej ostatniej płycie, zatytułowanej Oasis. Na niespełna godzinnej przestrzeni zderzają się ze sobą wpływy różnych gatunków. Z jednej strony przeważają argumenty black, sludge, doom metalu, z drugiej zaś nieco łagodniejszą narrację prowadzą motywy alternatywnego rocka, post-rocka, czy nawet melodyjnego i symfonicznego metalu. W tym wielorodzajowym kotle growl spotyka łagodne wokalizy rodem z 30 Seconds to Mars, co przy pierwszym spotkaniu z Oasis może odrzucić słuchacza, poszukującego mocnego uderzenia. Przy kolejnych numerach i odsłuchach, ten zabieg artystyczny w dziwny sposób się broni. Chodź trudno mi to przyznać, nie będąc zwolennikiem melodyjnego śpiewania w metalu, użycie takich wokali nadaje świeżości tej płycie.

Numer, który otwiera album, wcale nie zapowiada tak niecodziennego crossoveru gatunków i inspiracji. Te urzeczywistniają się w drugim utworze i towarzyszą nam aż do końca. Na pewno na pochwałę zasługują tu przejścia i połączenia różnych stylistyk. Nie są one oderwane od rzeczywistości, a raczej dość składnie dobrane i dopracowane. Szczególnie dobrze wypadają one w najdłuższych kompozycjach z tej płyty – od Float, gdzie po raz pierwszy ukazuje się nietuzinkowe oblicze grupy, przez wolniejsze i ciążące bardziej w stronę atmosferycznego grania Last Regret, aż po mocniejsze, mroczniejsze, bardziej agresywne This Broken Seal.

Oczywiście Oasis nie jest albumem idealnym. Wspomniany melodyjny wokal momentami staje się dość irytujący, szczególnie przy Float, gdzie nagromadzenie tego typu wokaliz tworzy zbyt cukierkową atmosferę. Podobnie jest w przypadku tytułowego numeru, który zamyka krążek, lecz tu całość ratuje świetna sekcja rytmiczna i występowanie śpiewu gardłowego. Godzinne spotkanie z muzyką Súl ad Astral przestaje w pewnym momencie zaskakiwać, gdyż muzycy powtarzają wyćwiczone schematy i rozwiązania. Mam na myśli przede wszystkim zmiany tempa i przejścia pomiędzy różnymi stylami. Od tej strony krążek traci na jakości i staje się nieco nudny i przewidywalny, aczkolwiek bardzo dobra produkcja i brzmienie instrumentów potrafią szybko wyrównać rachunki.

Najnowsze dziecko nowozelandzkiego duetu uważam za intrygującą odskocznię od codziennych wyborów muzycznych, a także dowód na to, że w morzu wszelkich post-gatunków jest jeszcze miejsce na zrobienie czegoś innego i ciekawego. Oasis to właśnie taka płyta – szansa na podróż w zupełnie inne meandry black metalu zmiksowanego z alternatywnym rockiem.

Ocena: 8/10

 

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , .