Svarttjern – „Shame Is Just a Word” (2020)

Norweski black metal miewa różne oblicza. Zespół Svarttjern od początku swego istnienia reprezentuje jego agresywną i brudną twarz, czym od debiutu Misanthropic Path of Madness z 2004 roku wywalczył uznanie u piszącego te słowa. Dziś mamy 2020 i piątą pełnoprawną propozycję w postaci Shame Is Just a Word, która wytłoczona została przez Soulseller Records i wypuszczona na rynek z dniem 19 stycznia br.

Muzycznie Norwedzy już jakiś czas kierują swój BM w kierunku thrashu, nie jest inaczej na Shame Is… Album posiada charakterystyczne, „zasyfione” brzmienie, którego nie da się pomylić z niczym innym niż black, ale wiele riffów, dynamika utworów i tempa przygotowane są na thraszową modłę. W moim odczuciu brzmi to bardzo wulgarnie i świetnie współgra z image zespołu. Podobne zagranie ładnych parę lat temu ze sporym sukcesem zaproponował zespół Gorgoroth na albumie Incipit Satan. Svarttjern oczywiście posiada swój styl, nie podbiera od innych wymalowanych kolegów, aczkolwiek w tych rejonach szukałbym porównań. Jeżeli mowa o miksie black metalu i thrashu, nie powinno się też ominąć wpływów Deadcrash zespołu Mayhem, który w moich oczach zawsze pozostanie esencjonalny na tym polu. Shame Is… jest nowoczesny, brzmi „na czasie”, lecz uderza bez pudła w klasykę. Od pierwszego ciosu w postaci Prince of Disgust jesteśmy atakowani brudnymi, thrashowymi riffami połączonymi z zaflegmionym screeamem HansFyrsre’a, obleśnym przekazem black metalu, klasycznym bębnieniem i brzmieniem perkusji Grimmduna. Małym wyjątkiem od reguły jest sześciominutowy black metalowy, mroczny hymn, zatytułowany Melodies of Lust, który jest znacznie wolniejszy od reszty kompozycji, co dobrze wpływa na klimat ogółu płyty.
Jako wisienkę na torcie można potraktować cover w postaci Bonded By Blood zespołu Exodus, który wskazuje na miłość muzyków do muzyki Bay Area. Sam cover brzmi spójnie z całością i nieuważny słuchacz mógłby „przelecieć” album bez zwrócenia na przeróbkę uwagi, co może być dowodem na dobry jej wybór.

Pomimo iż w zespole udzielają się muzycy związani z dużymi nazwami sceny black (Ragnarok, Carpathian Forest), Svarttjern jakoś nie może przeskoczyć pewnej poprzeczki popularności, co mnie wprowadza w małą frustrację, gdyż sztuka uprawiana przez Norwegów zawsze niosła ze sobą wysoki poziom jakości. Taką postać rzeczy zwalałbym ewentualnie na brak tak zwanego parcia na szkło i mało atrakcyjny (czytaj mało skandaliczny) charakter medialny. Svarttjern w moim odczuciu jest przede wszystkim zespołem metalowym, a nie szukającym awantur kolektywem muzyków, przez co może nie być elektryzującym newsem na scenie. Niestety obecne czasy pokazują, że sama jakość muzyki w wielu przypadkach to za mało, by zespół został należycie doceniony. Tak czy siak, jak dla mnie Svarttjern jest solidnym i wartościowym członkiem norweskiej sceny black metalowej, a nowy krążek powinien wzmocnić jego pozycję.

Ocena: 7/10

Svarttjern na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .