Teorema – “Teorema” (2016)

“Meksyk, Meksyk… Gdzie jest ten Meksyk?!” Ten cytat pochodzący z jednej z moich ulubionych kreskówek z lat młodzieńczych, utkwił mi w pamięci na wiele, wiele lat. Aż do momentu, kiedy usłyszałem wydany w wytwórni Via Nocturna, album kapeli Teorema. Gwarantuję, że od tego momentu Meksyk przestanie kojarzyć się wam wyłącznie z tortillą, mariachi i z futerałem wypełnionym po brzegi bronią.

Oto dwójka latynosów ze stanowego miasta o mało mówiącej nazwie Aguascalientes, zaserwowała ciekawą porcję muzyki, którą na szybko można byłoby wsadzić do szuflady z napisem sludge metal. Tyle tylko, że w przypadku Teoremy sprawa nie jest tak do końca oczywista. Weźmy chociażby, instrumentalny, otwierający to prawie czterdziestominutowe dziełko, kawałek “Herencia“. Kompozycyjnie bliżej mu do post-rockowych przestrzeni, podobnych, do tych, które serwują nam np. amerykanie z kapeli Pelican. Ale brzmienie wędruje mocno w krainę riffów błotnistych i powolnych. Przy utworze “Karma“, poczułem się jakbym słyszał jakiś odrzut z któreś sesji Neurosis. Niby nic oryginalnego i odkrywczego, ale transowy rytm plus prosta i ciężka gitara, pozostawiają dobry posmak. “Damned Country” sugeruje, że meksykanie lubią także klasyków z Crowbar. Choć wokaliście sprawującemu także rolę wiosłowego, bliżej do kapel z etykietą death, niż doom/sludge, ma się wrażenie, że doskonale odnajduje się w tym jak prezentuje swój przekaz. Na tle dość mocnych i brutalnie wykrzyczanych kawałków, mocno wyróżnia się “Fuego Fatuos“, lekko tylko przesterowana gitara i wręcz banalna melodia, przynoszą delikatne ukojenie, utwór brzmi trochę jak gdyby brytyjscy shoegaze’owcy zapomnieli o swoich przesterach, ale tylko do czwartej minuty. Po niej znów otrzymujemy dawkę sześciostrunowego brudu. Najbardziej chyba zaskakującym (a przy tym udanym) utworem jest zamykający “Abismo“, monumentalny dron’owy potwór, przywołujący na myśl najlepsze dokonania Sunn O))) czy eksperymentalnych płyt japończyków z Boris. Blisko osiem minut świdrujących dźwięków, pozwala poczuć nieuchronnie zbliżającą się, piekielną otchłań (abismo z hiszp. otchłań).

Tak wiem, mnóstwo w tym tekście porównań do twórczości innych kapel, ale w przypadku załogi z egzotycznego (jak na ten gatunek muzyki) kraju, łatwiej jest zestawić niż silić się na wymuskane analizy. Generalnie całość się broni, natomiast zdecydowanie lepsze mogłoby być brzmienie. Słychać, że kapela nie miała okazji wejść do porządnego studia i zrealizować wszystkiego tak jak należy, nie przeszkadza to jednak, liczy się szczery przekaz.

Fajnie, że Via Nocturna złapała chłopaków i dała im szanse na wypuszczenie w świat porządnego wydawnictwa, co prawda w dość skromnym nakładzie (500 sztuk), ale posiadać kopii może czuć, że dostał coś unikatowego. Tym bardziej, że Teorema budzi sympatyczne i pełne nadziei na przyszłość wrażenie.

7/10

Autorem recenzji jest Tom Wolf

Tom Wolf

Follow the smoke toward the riff-filled land
Tom Wolf

Tagi: , , , , , , , , , , , , .