Thanatos – „Violent Death Rituals” (2020)

Spotkały nas niewesołe czasy. Nikt nie spodziewał się wybuchu epidemii i nikt nawet nie podejrzewał, że będzie zmuszony do życia w kwarantannie. Czas ten można spędzać na wiele sposobów, polecam oczywiście muzykę, nadrabianie zaległych premier płyt i zakupu merchandise’u co jest teraz bardzo ważne, ponieważ zespoły, jak i wytwórnie stanęły w pierwszej kolejności przed wielką niewiadomą zamkniętą w słowach „co dalej”? Żeby się nie zadręczać, dobrze jest znaleźć sobie coś, czego można się uchwycić – i niech to będzie metal.

Na nową muzykę od weteranów z Thanatos czekam zawsze z niecierpliwością. Muzyka Holendrów nigdy nie wybiła się na jakieś wyżyny, nigdy nie byli na topie, ale jeżeli lubi się szczery i utrzymany w klasycznych ramach metal, to warto położyć swoje zaufanie na ręce Thanatos. Violent Death Rituals to siódmy album w bardzo długiej karierze zespołu i zarazem konkretny ładunek mrocznej stali, wydany przez zasłużoną Listenable Records 20 marca tego roku. Moja przygoda z zespołem zaczęła się jeszcze w latach 90., kiedy to z tak zwanego pirata słuchałem wydanej w 1990 roku płyty Emerging From the Netherworlds (później dopiero dane mi było nadrobić Realm To Ecstasy). Te starocie wybudowały u mnie takie zaufanie, że praktycznie wszystko, co potem się ukazało trafiało do mnie bez większego oporu. Nie da się ukryć, że sztuka uprawiana przez zespół przeszła spore zmiany i z topornego, wolnego death metalu przeobraziła się w sprawnie zagrany death/thrash, który lubi zahaczyć o małe wpływy black metalu.
Na Violent Death Rituals Holendrzy zadbali o pełną gamę urozmaicenia kompozycji. Mamy szybkie wystrzały, thrashowe galopady, średnie tempa i elementy walcowatych zwolnień. Założenie jest tylko jedno – ma być oldschoolowo. Jak wiadomo występują różne odmiany death i thrash metalu, które można oceniać jako bardziej techniczne czy też nowocześniejsze. Thanatos utrzymuje swą muzykę w starym stylu, bez nadmiernych popisów instrumentalistów, bez przeładowania aranży i plastikowych brzmień. I jak już przy elemencie brzmienia jestem, to należy nadmienić, iż jest ono bardzo soczyste i czyste jak na tę odmianę metalu. Mi to jak najbardziej odpowiada, nie jestem jednak pewny jak zareagują puryści, którzy odnajdują podniety w coraz to bardziej naładowanych brudem produkcjach.

Z setlisty złożonej z równych kompozycji w moje gusta najbardziej utrafiły następujące kompozycje: otwierająca i tytułowa za dobry riff na początku i mocny cios startowy, The Outher Darkness lekko kojarzące się z Immortal z czasów At the Heart of Winter, Burn the Books of Hate za świetny, thrashowy groove i Corporate Indoctrination za wpadające w ucho zagrywki gitarowe. Patrząc na te tytuły, zdałem sobie sprawę, że łączy je fakt dużej ilości wolniejszych temp, co doprowadza do wniosku, że w takich momentach Thanatos staje się „wyraźniejszy”, lepiej zapamiętywalny, po prostu „jakiś”. Nie wiem czy byłby to dobry kierunek na dalszy rozwój kapeli, ale dobrych riffów dodających mocy nigdy za wiele.

Ocena: 7/10

Thanatos na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , .