The Angelic Process – “Coma Waering” (2012)

Tym razem cofnę się do wydawnictwa Amerykańskiego duetu The Angelic Process, które obecnie tkwi w stanie zawieszenia po samobójczej śmierci wokalisty – Coma Waering, którego reedycja została wydana w 2012 roku pod skrzydłami Burning World Records (pierwotnie album ukazał się w 2003 roku). Dobrze pamiętam moment, w którym zetknęłam się z twórczością zespołu oraz towarzyszące temu odczucia. I choć powyższy krążek nie był tym spośród wszystkich w dyskografii, który wywarł na mnie największe wrażenie, to zdecydowanie zasługuje na uwagę, jeśli lubicie muzykę w klimacie drone.

Ostrzegam – jeżeli temperatura za oknem dobija do 30 stopni, to kawałki zawarte na Coma Waering podbiją ją jeszcze przynajmniej o dodatkowe 10 kresek.

Niesamowity ciężar a jednocześnie pewna lekkość linii melodycznej, to pierwsza rzecz, która przykuła moją uwagę. Masywne dźwięki uzyskane dzięki przesterowanym gitarom oraz uwydatnionej ścieżce basu nadają muzyce niesamowicie depresyjnego oraz tajemniczego charakteru. W ścianie tych psychodelicznych dźwięków odnajdujemy rozpaczliwe wokalizy – od cichych szeptów po krzyki wchodzące w wysokie rejestry, które pozostają jedynie tłem uzupełniającym klimat całego albumu.

Coma Waering to niesamowity zbiór niezwykle emocjonalnych dźwięków. Słuchając tego albumu, można się poczuć jak w zupełnie innym wymiarze. Gęste i duszne brzmienie każdej kompozycji wprowadza w pewien stan zawieszenia. Da się doświadczyć wrażenia wchłonięcia przez tę mistyczną fonię. Szczerze mówiąc, trudno nawet opisać ten album słowami. Trzeba go po prostu przeżywać na własnych bębenkach.

Jak na co dzień nie przepadam za stricte drone’owym stylem, tak The Angelic Process wypracowali sobie u mnie specjalne względy. Owszem, dla kogoś, kto nie siedzi w takich klimatach, cały album może wydawać się wyłącznie niezrozumiałym hałasem, do tego nużącym i jednostajnym. Niemniej jednak polecam dać szansę temu wydawnictwu, ponieważ w moim odczuciu rzuca ono zupełnie inne światło na tę niezwykle przytłaczającą konwencję w muzyce metalowej. Apokaliptyczny nastrój serwowanych kompozycji powinien przypaść do gustu fanom posępnych i wyzutych z wszelkiej nadziei pozycji wydawnictw muzycznych. Ja przepadłam…

Ocena: 8/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Latest posts by Marta (Kometa) (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .