The Dark Red Seed – „Becomes Awake” (2018)

Zrecenzowanie tego albumu spadło na mnie przez przypadek, co nie zdarza się często. W 99% świadomie wybieram materiał, który decyduje się zanalizować. I tak, kompletnie nie znając wcześniej tworu, który kryje się pod enigmatyczną nazwą The Dark Red Seed, pomyślałem, że wypadałoby poznać, z czym mam do czynienia. Podzielę się więc teraz z Wami informacjami, które udało mi się zdobyć na ich temat. Okazało się, że za tą nazwą kryją się dwa ludzkie indywidua – Tosten Larson (tekściarz, główny kompozytor oraz multiinstrumentalista) oraz Shawn Fleming (współtwórca, producent oraz inżynier dźwięku). Obydwu Panów połączył przedziwny twór – King Dude – i prawdopodobnie tu nawiązały się ich późniejsze muzyczne stosunki, których ukoronowaniem jest debiut o nazwie – Becomes Awake.

Płyta ta wyszła pod skrzydłami niemieckiej Prophecy 18 maja tego roku. To już dużo mówi o zawartości tego krążka – Prophecy znana jest z dużej ilości wydawnictw krążących wokół szeroko pojętego folku. Nic więc dziwnego, że muzyka zawarta na Becomes Awake jest mieszaniną tegoż – głównie amerykańskiego – z odrobiną klimatu dark folku lub apocalyptic folku w stylu :Of the Wand & the Moon: czy też Sol Invictus.

Jednakże folk to tylko malutki procent tego, co łączy w sobie Becomes Awake. Szczególnie, jeżeli weźmie się pod uwagę trzy albumy, które były wielką inspiracją do stworzenia niniejszego. Mowa tu o Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band zespołu The Beatles, No Quarter: Jimmy Page & Robert Plant Unledded oraz Ladies and Gentlemen We are Floating in Space grupy Spiritualized. W nagraniu Becomes Awake wzięło udział kilku gości zaproszonych przez Larsona i Fleminga. Na krążku tym usłyszycie dokonania takich muzyków jak: Kelly Pratt (multiinstrumentalistę znanego z występów z grupami Beirut, Coldplay, LCD Soundsystem), Steve Nistor (wielozadaniowy perkusista, którego mogliście usłyszeć m.in. na albumach Sparks, His Name Is Alive lub The Avett Brothers), Emma Ruth Rundle (wokalistka i gitarzystka z Red Sparowes i Marriages), oraz kilku innych, już mniej znanych.

Becomes Awake rozpoczyna Dukkha – numer niesamowicie przypominający dokonania wielkiego kwartetu z Liverpoolu, z całą gamą psychodelicznego rocka, jak i lekkim tchnieniem muzyki indyjskiej, którą przecież i The Beatles przemycali do swoich nagrań. W kolejnym Darker Days słychać nadal psychodele, ale tutaj Larson i spółka sięgnęła do innej inspiracji, bardziej amerykańskiej, a mianowicie do zespołu The Doors i ich blues-country’owych brzmień. Darker Days płynnie przechodzi w Alap, psychodeliczno awangardowy twór zupełnie instrumentalny, nadal tkwiący w atmosferze muzyki indyjskiej. Z jednej strony lekko jazzujący dzięki improwizacji na trąbce autorstwa Pratta, z drugiej dzięki syntezatorom Mooga i smyczkom zabiera nas na daleki Wschód pełen buddyjsko- hinduskiej psychodelii. W podobnym klimacie jest kolejny Ancient Sunrise, lecz w nim wraca już wokal Tostena wraz chórem intonującym buddyjską mantrę. Do tego dorzućcie skrzypce, cytrę, bongosy oraz wiolonczelę, a będziecie mieć jako takie pojęcie o tym, jak niesamowitym muzycznym mariażem jest ten utwór. Kolejnym jest The Mouth of God, krótki, gdyż tylko półtorej minutowy kawałek, stanowiący połowę albumu i jednocześnie zmianę klimatu na bardziej amerykańsko-folkową. Zwiastunem tej zmiany jest The Destroyer. Oparty na gitarze klasycznej, rozpoczyna swą podróż w mrocznej, wręcz apokaliptycznej atmosferze folku, lecz tkwi w tym ukryty optymizm narodzin, gdyż aby coś stworzyć, trzeba coś zniszczyć. Na początku była pustka… The Void nam o tym przypomina. To już drugi instrumentalny utwór, tym razem obracający się w klimacie jazzu (wręcz funeral jazzu). Pustka ta przygotowuje grunt na nowy początek, którym jest Awakening. Tutaj znów Panowie Larson i Fleming wracają ku muzyce Wschodu, ale tylko na chwilę, gdyż szkieletem tego numeru jest pulsujący bas, roztaczający mroczny nastrój połączenia muzyki gotyckiej z amerykańskim country. To najmocniejszy moment całego Becomes Awake. Zostały jeszcze dwie kompozycje – Sukha oraz Diana and Ouroboros Dance. Pierwsza jest spokojna i pełna równowagi, niczym rozległe równiny amerykańskiego stepu. Za to Diana kojarzy mi się znów z dokonaniami zespołu The Doors, szczególnie w warstwie wokalnej. W manierze śpiewania Tostena słychać jakby echo Jima Morrisona, lecz głos ten jest bardziej mroczny.

Wydawnictwo to, jak już pewnie zauważyliście, nie jest proste w odbiorze. To raczej dźwięki do kontemplacji, które, jestem pewien, nie każdemu przypadną do gustu. Trzeba poświęcić trochę czasu, by odkryć tajemnice Becomes Awake, objąć je i rozbudzić w sobie. A wtedy, kto wie, może pokochacie je tak samo jak ja. Przypadek sprawił, że trafiłem na tę płytę, a może jednak było to przeznaczenie. Kto wie?

Ocena: 8,5/10

The Dark Red Seed na Facebooku.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .