The Grand Astoria – „The Mighty Few” (2015)

The Grand Astoria to eksperymentalno-rockowy zespół z Petersburga, który powstał w 2009 roku z inicjatywy Kamille’a Sharapodinova – gitarzysty, wokalisty oraz głównego kompozytora tego projektu. The Mighty Few to ich szósty album, wydany w 2015 roku przez FireStorm Production w Rosji, Robustfellow na Ukrainie, Voron NEST w Japonii i również jest dostępny w katalogu rosyjskiego [addicted label].

The Mighty Few kryje w sobie eklektyczne połączenie stonera z rockiem psychodelicznym – oczywiście jeżeli spojrzy się na to dzieło z bardzo daleka, z bliska zaś sprawy mają się totalnie inaczej. Album składa się z dwóch kolosów, trwających każdy ponad 20 minut. Pierwszy z nich, Curse of the Ninth, zaczyna się lekkim, progresywno-jazzującym motywem, płynącym na dźwiękach saksofonu. Muzycy zgrabnie zmieniają motyw, i kiedy wchodzi beat, klimat przeobraża się, czuć w nim subtelne tchnienia Black Sabbath. W końcu całość eksploduje w pełni w stonerową zagrywkę. Wiadomo, 28-minutowa kompozycja musi być wielowymiarowa, i tak jest także z tymże kolosem. Kiedy numer nabiera psychodeliczno-awangardowej barwy, z początku prawie orientalnej dzięki dźwiękom fletu, to rzewnie zastanawiam się, jak to się stało, że tak długo czekałem, by poznać tak fantastyczną muzykę. Naturalnie, to nie koniec Curse of the Ninth. Kawałek przeistacza się jeszcze kilka razy, budując przeróżne kosmiczne i psychodeliczne nastroje, łącznie z gitarowymi tremolami połączonymi z jazdą na dwie stopy, wziętymi prosto z muzyki metalowej. Czego chcieć więcej? To jedna z najlepszych suit, jakie w życiu słyszałem!

The Siege – drugi kolos z tej arcyciekawej płyty jest nieco inny. Początek, tak jak cały utwór, zaskakuje swoją progresywnością. Sharapodinov jest bardzo utalentowanym kompozytorem i świetnie to wykorzystuje, mieszając różne gatunki w zaskakująco dobrym stylu. Progressive rock jednak po 2,5 minucie znika, a pojawia się rytm funky, bongosy oraz podkręcony psychodelicznie wokal Kamille. The Siege w tym momencie przypomina trochę dokonania Pink Floyd z okresu od Dark Side… do The Wall. Kawałek wyróżnia się również większą przebojowością od swego poprzednika, ponadto posiada cechy ballady. Oczywiście i w tej kompozycji nie zabrakło awangardowej a’la improwizacji, tutaj umieszczonej w środkowej części numeru, potem do końca znów jest bardziej progresywnie.

Muzyka The Grand Astoria, jak napisałem wyżej, jest wyjątkowo wielobarwna. Połączenia różnych gatunków, jakie znalazłem na The Mighty Few zaskoczyły mnie swoją pięknem, tak samo jak instrumentarium. – znajdziecie tu dźwięki analogowych syntezatorów, fletu, tamburyna, elektrycznego pianina Rhodes’a, fortepianu Steinway’a, klarnetu, trąbki oraz saksofonu. Robi wrażenie!

Brzmienia ukrywające się na tym wydawnictwie mogą przypominać wiele innych, jednocześnie jednak są inne od wszystkiego. Pan Sharapodinov wyciągnął esencję z gatunków, które go inspirują i połączył je w wielką, spójną kompozycyjnie całość. Jedyną rzeczą, do której mogę się doczepić, to brak tekstów w wydaniu digipack. I to właściwie jedyny minus. Nie pozostało mi nic innego, jak zachęcić Was do sprawdzenia na własnych uszach, co można wykrzesać w ponad 20-minutowych kawałkach.

Ocena 9,5/10

The Grand Astoria na Facebooku.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .