The Ossuary – “Southern Funeral” (2019)

Wyspa Bari być może nie kojarzy się miłośnikom gitarowej muzyki  z hard rockiem i bardzo oldschoolowo rozumianym doom metalem, ale mnie korzenie kapeli The Ossuary wcale nie wydają się egzotyczne. Wielokrotnie już recenzowałem płyty pochodzące z niezależnych, niewielkich włoskich wytwórni płytowych, a większość zdradzała ogromną miłość do lat 60. i 70., a także sporą biegłość w przekazywaniu muzycznych ech przeszłości. Za sprawą albumy Southern Funeral przyjdzie Wam zaś zakosztować nieco occult rockowo/metalowego staroświeckiego klimatu.

Od prekursorów stylu w postaci Coven, poprzez Wielkich Mistrzów, na czele z Black Sabbath, a kończąc na wspaniałych epigonach (by wymienić amerykański Pentagram) – śmiało możemy wskazywać te zespoły, które połączyły ciężkie rockowe riffy z okultystycznymi tekstami i duszną, zmysłową atmosferą. The Ossuary kontynuują tę tradycję, nie rozwijając jej co prawda – i to może być pewny zarzut – ale skutecznie czerpiąc energię z twórczości swych sławniejszych poprzedników, która napędza tutaj autorskie opowieści, pełne demonicznych nawiązań i przesterowanych dźwięków.

Witają nas na Southern Funeral bardzo staroświecko i brzmiące klawisze Hammonda, które przechodzą w ciężki, hardrockowy riff Walk into Sepulchral Haze. I ta lekko mroczna, surowa, analogowa estetyka niesie krążek ku cudownie niemodnym rejonom. Włosi potrafią wypaść w tej konwencji na wskroś przebojowo (by wymienić proste w wyrazie Eternal Pyre), ale też dobrze odnajdują się w nieco bardziej rozbudowanych formach, czego doskonałym przykładem tytułowa, balladowa kompozycja, łącząca czar oraz klimat z ciężarem, a także Sleep Demon, gdzie również udało się oprzeć całość na pewnych kontrastach, a do tego sprzedać nieco psychodelicznej atmosfery.

Pewnie da się jeszcze lepiej, ale i tak zespół bardzo sprawnie odnajduje się w obranej stylistyce i zebrane tutaj numery nie odbiegają od dość wysokiej średniej. Gitarowe riffy wypuszczane spod palców Domenica Mele są odpowiednio mocne i mięsiste, a jednocześnie nie brak im pewnej naturalnej, bujającej siły. Wokal Stefano Fiore ma tę nieco wysiloną, przybrudzoną, charakterystyczną barwę, która z dodatkiem odrobiny vibratto również przenosi nas ku estetyce sprzed dekad. Dario De Falco (bas) i Max Marzocca (bębny) gwarantują prostą, ale głęboko brzmiącą pracę sekcji rytmicznej.

Szkoda, że niektóre pomysły nie znalazły rozwinięcia (jak wykorzystanie dźwięków mini-mooga pod koniec Shadow of Plague), ale i tak z gruntu nie ma na co narzekać. Oldschoolowo i rytualnie, może nie tak hipnotycznie jak u mistrzów, niemniej jednak bardzo stylowo. Dla fanów klasycznego hard i occult rocka, pierwotnego doom metalu i stonera, jak znalazł.

Ocena: 7/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .