Third Storm – “The Grand Manifestation” (2018)

Third Storm to kapela o przeszłości dość burzliwej, bo choć zespół (przynajmniej formalnie) konstytuował się w czasach, w których pierwsze kroki stawiał Euronymous i spółka, to debiutancki album pełnowymiarowy kwintet z Uppsali nagrał dopiero w roku 2018 (a trzy lata wcześniej dwukawałkową EPkę). I aż mnie naszła ochota na organoleptyczny sprawdzian tego, co wykiełkowało w głowie Hevala Bozarslana przez te trzydzieści z okładem lat.

Album wydany został przez amerykański Dark Descent Records w wersji na krążku srebrnym oraz czarnym. Płyta zawiera osiem kawałków trwających niespełna trzy kwadranse. I od pierwszych sekund wiadomo, że muzycy jeńców brać nie będą. Surowy, aczkolwiek czytelny black z wstawkami a’la doom (choćby Prima Mobilae) wylewa się z głośników strumieniem o zmiennej prędkości przepływu. Na taki stan rzeczy składają się głównie wyraźne i surowe partie gitarowe, perkusja blastująca nieprzerwanie (no, z wyłączeniem fragmentów doomowych) i nieco z tyłu schowany klasyczny growl. Linie gitar zresztą co do zasady nie są specjalnie skomplikowane, ale z drugiej strony zdarzają się fragmenty przypominające nieco solówki. A te są już znacznie ciekawsze.

Ten doom przewija się zresztą przez cały album (ze szczególnym uwzględnieniem wstępu do utworu Sapiens Formulae), na szczęście nie stanowi on dla mnie punktów odbierających chęć dalszego słuchania krążka. Z drugiej jednak strony są i kawałki surowo zajadłe, siarczyste i wściekłe jak uderzenie huraganu. Posłuchajcie na przykład Through Eyes of the Omnipresent, toż to nieokrzesana surowizna i to zagrana w tempie karabinu maszynowego.

Żeby nie było zbyt prosto, na płycie znaleźć można i kawałki thrashowe przypominające mi wczesną młodość Annihilatora. Czyż wstęp do Forgotten Deity nie przypomina Wam nieco Crystal Ann? Szkoda tylko, że jednak ten Annihilator to wciąż podoba mi się bardziej.

Niestety nawet wszystko wzięte razem do kupy jakoś nie powala. Utwory, pomimo zróżnicowanych temp i klimatów, są tylko i wyłącznie technicznymi wytworami umysłu Hevala. Nie mają w sobie ani klimatu, ani tym bardziej duszy. Ot, kolejna instrumentalna połajanka różniąca się od całej reszty jedynie tym, że z pewnością nie można jej nazwać mdłą i jednolitą papką dźwiękową. Płyta nie jest też nudna, choć nie miałem specjalnie ochoty na kolejne jej odsłuchy. To tylko następna pozycja na półkę. Czyli jak na trzydzieści lat główkowania to chyba jednak trochę za mało…

 

Third Storm na Fecebooku

Third Storm na Bandcamp

Third Storm w Encyklopedii Metalu

Ocena: 5,5/10,0

Tagi: , , , , , , , , .